Od Jean-Pierre'a CD Kitai

Wziąłem książkę do rąk przejeżdżając kilka razy po jej śliskiej okładce. Krew na wyciągniętej do błyszczącego, pełnego gwiazd nieba miała mocny, rdzawy kolor, na którego sam widok robiło mi się niedobrze, więc odwróciłem tom obserwując jego tylną część, próbując skupić się na małych literkach opisujących w skrócie fabułę książki, chociaż Kitai przed chwilą mi ją streściła. Faktycznie, sam pomysł na inne niż pozytywne zakończenie zaciekawił mnie na tyle, że wsunąłem palec między kartki i z przymkniętymi oczami wybrałem losową stronę. Po kilku zdaniach byłem pewny, że książka jest warta przeczytania, opisy były bardzo realistyczne i prawdziwie napisane, jakby autor widział to wszystko na własne oczy; ale zresztą to właśnie mówiła mi dziewczyna przed chwilą. Zamknąłem okładkę kładąc tom delikatnie na stole.
- Trudno mi cokolwiek o niej powiedzieć, jako, że jej nie czytałem, ale- zacząłem powoli sięgając niepewnie po kubek ciepłej herbaty; miałem wrażenie, że w jakiś sposób Kitai namawia mnie do mówienia, chociaż nic nie powiedziała. – wydaje się naprawdę ciekawa. Rzeczywiście, jest naprawdę mało książek, które nie mają szczęśliwego zakończenia. Fabuła jest naprawdę interesująca, dość mroczna na książkę fantasy, ale na pewno wciągająca. Nie czytam dużo książek tego typu, w sensie fantastycznych, ale ta wydaje się być naprawdę ciekawa.
Kitai przytaknęła podnosząc kubek do ust. Ja też wziąłem swój w dłonie ignorując ciepło wręcz palące moją skórę. Herbata była gorzka, ciemna i gorąca; parząca mnie lekko w język i gardło, ale ignorowałem to napawając się ciepłem naparu. Mimowolnie zwróciłem wzrok na książkę leżącą między nami, po środku blatu. Patrzenie na okładkę wzbudzało we mnie lekkie obrzydzenie, ale również ciekawość; dopiero kiedy poczułem metaliczno-gorzki smak na języku odwróciłem wzrok od zakrwawionej dłoni próbując znaleźć jakiś inny punkt zaczepienia.
Spojrzałem za okno. Na dworze było już całkowicie ciemno, nie wydawało mi się, że może się jeszcze ściemnić. Białe płatki śniegu wirowały na wietrze, niektóre zatrzymując się na oknie, inne opadając na ziemię, powiększając spore już zaspy po dwóch stronach drogi, śnieżąc także jej środek. Zacisnąłem dłonie na kubku odwracając wzrok od zimy na zewnątrz, na której widok przeszedł po moim ciele lodowaty dreszcz. Spojrzałem na Kitai, która patrzyła na miejsce gdzieś pomiędzy mną a książką na stole. Miałem ochotę dowiedzieć się o dziewczynie jeszcze więcej, skoro lubi czytać, może mamy jeszcze jakieś wspólne zainteresowania?
Trzy czwarte populacji lubi czytać, to nie jest nietypowe hobby.
Potrząsnąłem mimowolnie głową zaciskając dłonie tak mocno na kubku, że moje palce zbielały. Dopiero po chwili rozluźniłem mięśnie biorąc głęboki oddech. Podniosłem jeszcze raz wzrok na dziewczynę, obserwując ją. Kitai wyglądała na dobrego człowieka, kogoś, komu mógłbym kiedyś spokojnie zaufać, nawet jeżeli miała wcześniej problemy z agresją. Nie byłem pewny, czy zawieranie znajomości z kolejną złamaną wcześniej osobą o ciężkim dzieciństwie był dobrym pomysłem, ale i tak dziewczyna wyglądała, i jak na razie zachowywała się jak o wiele silniejsza osoba. I fizycznie i psychicznie.
Wyciągnąłem dłoń w stronę tomu, ale nie na tyle, by móc go dotknąć. Czemu nie, i tak nie masz czego czytać.
- Mógłbym pożyczyć tę książkę? – wskazałem na nią palcem chociaż to było oczywiste, że chodziło mi o „Za Gwiazdą Światła”, innych lektur nie było na stole. Kitai wzięła powoli łyk herbaty spoglądając na okładkę. Odbijało się w niej światło lampy z sufitu, tworząc przebłysk w miejscu, gdzie dłoń była zakrwawiona, co ułatwiało mi spokojne patrzenie na tom. – Oddam ją nienaruszoną, obiecuję, i to nawet za kilka dni. Dbam o książki, szanuje je, tym bardziej, jak nie należą do mnie.
Dziewczyna chwilę obserwowała mnie i przedmiot leżący na stole popijając powoli herbatę. Po jakimś czasie, który miałem wrażenie, że trwał kilka godzin albo sekundę, sam nie byłem pewien, Kitai przytaknęła. Uśmiechnąłem się mimowolnie przesuwając powoli książkę w swoją stronę, jej zimna, śliska okładka przypomniała mi o chłodzie na zewnątrz, od którego uciekliśmy kilka, kilkanaście minut temu. Siedzieliśmy chwilę w komfortowej ciszy. Rzadko z kim w całym swoim życiu mogłem z kimś po prostu przebywać, nic nie mówiąc, nic nie robiąc, po prostu być, i czuć, że dana osoba mnie rozumie. Ciepło z gorącej herbaty rozlewało się coraz bardziej po moim ciele z każdym łykiem, jej gorzkość pobudzała mnie lekko, chociaż i tak czułem wiszące nade mną ogromne zmęczenie. Wiedziałem, że i tak nie uda mi się dzisiaj zasnąć, więc wyprostowałem się próbując zainicjować rozmowę z Kitai, bo hej, nie ma się czego bać, prawda? W końcu powiedziała, że nie jestem dla niej już tak bardzo obcą osobą. Miała rację, w końcu każde z nas praktycznie wypluło z siebie swoje dzieciństwo, poza tym spędziliśmy parę dobrych godzin w swoim towarzystwie, od uderzenia dziewczyny przeze mnie do jej pożyczającej mi książkę. Na samo wspomnienie tego, jak poznaliśmy się z Kitai, z moich ust wymknęło się ciche parsknięcie. Dziewczyna spojrzała na mnie podnosząc brwi.
- Przypomniało mi się, jak się poznaliśmy, wcześniej. – powiedziałem szybko czerwieniąc się, ale blondynka nie wyśmiała mnie ani nic w ten deseń, więc wziąłem głęboki oddech, chociaż i tak zaśmiałem się pod nosem, więc wypuściłem mimowolnie całe powietrze, które próbowałem wciągnąć w płuca. – Nigdy nie spodziewałem się, że osoba, której rozbiłem nos, mogłaby tego samego dnia pożyczać mi książkę, ba, pozwalać siedzieć w tym samym pomieszczeniu.
Kitai uśmiechnęła się niepewnie, ja odpowiedziałem jej tym samym, biorąc książkę w dłoń. Cała odwaga, którą miałem kilka sekund wcześniej wyparowała zastępując puste miejsce skręcającym lękiem i niepewnością.
Miałem wrażenie, że zasnę przy stole, więc wziąłem jeszcze jeden łyk letniej już, gorzkiej herbaty. Książka wydawała się być masywniejsza niż poprzednio, przeciążała moją rękę, miałem wrażenie, że jest dwa razy grubsza, a może to zmęczenie? W końcu podróż do Akademii nie należała do najprzyjemniejszych, jeszcze ten stres…
- Jeżeli chcesz, mógłbym pożyczyć ci jakąś moją książkę, tak w zamian. Mam dość mało fantasy, ale znajdzie się coś science-fiction, może jakiś kryminał, kilka thrillerów i tomiki poezji. Oczywiście nie musisz, jak nie chcesz. – zacząłem paplać nerwowo obracając „Za Gwiazdą Światła” w dłoniach, próbując stłumić niepokojące myśli buszujące w mojej głowie. – Jeszcze ich nie wypakowałem, jest szansa, że kilku nie wziąłem , pisałem do matki, bo zapomniałem kilku rzeczy, ale zawsze mogę ci dać jedną z książek za kilka dni, jeżeli chcesz, oczywiście nie musisz, jak nie chcesz. – powtórzyłem skupiając wzrok na okładce książki w moich rękach. Naprawdę nie miałem ochoty iść do swojego pokoju, dopiero w połowie monologu zorientowałem się, że sam wprowadzam się na bardziej niepewne grunty; miałem wrażenie, że zatapiam się w wodzie na którą sam się wrzuciłem, jeszcze dobrowolnie, bo to ja zacząłem mówić. Miałem nadzieję, że dziewczyna zrozumie, że nie mam żadnych chęci na opuszczanie pokoju, w którym byłem. Wziąłem kolejny łyk herbaty, zaciskając palce na kubku, próbując skupić się na spokojnym popijaniu naparu.


Kitai?

Od Luizy do Meg

Szukam!- zawołałam, jednocześnie odwracając się do tyłu i rozglądając na boki. Gdzie on może być... Głupie pytanie. Dokładnie na wprost siebie mogłam ujrzeć dużego konia chowającego się za chudym drzewem. Chyba brzozą... Cicho westchnęła, zakładając ręce na piersiach. -Wcale ciebie nie widać, Alex- zwróciłam uwagę wałachowi, który udawał, że mnie nie widzi. -Ile raz mam ci mówić, że jesteś za duży, by chować się za tak cienkim drzewem- pokręciłam głową, po czym zaczęłam powoli podchodzić do Alexandra. -Ale cię kocham- wyszeptałam w jego stronę, po czym go cmoknęłam. Shire odwrócił ode mnie łeb i głośno wypuścił powietrze, na co lekko się uśmiechnęłam. Ukucnęłam na ziemi i spojrzałam na małego dalmatyńczyka, który chował się za lewą nogą konia. -Ciebie Kirito też widać- jemu również zwróciłam uwagę. Wyprostowałam się i głośno westchnęłam. -Dziwię się, że ciągle chcecie się bawić w chowanego, mimo tego, że ciągle przegrywacie...- powiedziałam, przejeżdżając ręką po szyi Alexa. Niedziela... Idealny dzień na zabawę w chowanego ze szczeniakiem i koniem. Naprawdę... Nie było tyle śniegu, co dwa dni temu, jednak moja prognoza pogody w telefonie mówiła, że śnieg powinien jeszcze spaść. Wałach odszedł od drzewa i ustawił się do mnie bokiem. Znowu westchnęłam, po czym zgarnęłam szczeniaka w dłonie, usadowiłam go przy siodle, a sama wdrapałam się na grzbiet Alexandra. Po chwili siedziałam wygodnie w siodle, jedną ręką trzymając wodze a drugą dalmatyńczyka, by nie spadł przypadkiem. -Nie szalej, Mały- powiedziałam do shirera, na co ten prychnął, przez co się zaśmiałam. Koń ruszył. Powoli, stępem, by ani mnie, ani Kiritowi nic się nie stało. Minęło kilka minut, gdy dotarliśmy na skraj lasu, gdzie dalej rozciągała się łąka. Z daleka dostrzegłam cień jakiegoś człowieka. Powoli zsiadłam z Alexa, mówiąc mu i szczeniakowi, by zostali na miejscu. W sumie to powiedziałam to tylko do wałacha. Kirito nawet jakby chciał zejść, to by nie mógł. Chyba że skoczy z prawie dwóch metrów na ziemię, co jest trochę niemożliwe. W sumie to nikt nie wie, co może siedzieć w jego małej główce... Zaczęłam iść w stronę, jak się okazało, dziewczyny. W pewnym momencie odwróciła się w moją stronę. Czy ona... Stanęłam nieruchomo. Ona jest w krótkich spodenkach?? Przecież jest zima... Potrząsnęłam głową, po czym znowu ruszyłam w stronę nieznajomej. -Nie jest ci za zimno w krótkich spodenkach?- spytałam, gdy byłam wystarczająco blisko. Dziewczyna przekrzywiła lekko głowę, intensywnie na mnie patrząc. Mam coś na twarzy..?

<Meg? xd>

Od Jess Cd Nicholas

Trzymałam w reku lodową różę, cały czas patrząc w oczy Nicholasa i analizując to co powiedział. Po chwili jednak spuściłam wzrok i zaczęłam patrzeć się na prezent od chłopaka.
- Bardzo ładna - powiedziałam cicho. - Ale nie mogę jej zabrać.
- Dlaczego? - spytał smutny.
- Nie mogę zabrać jej do pokoju. Roztopi się.
- Nic się z nią nie stanie mała - objął mnie niepewnie ramieniem. Przybliżyłam się i położyłam mu głowę na ramieniu. Dopiero wtedy objął mnie pewniej. Pociągnęłam nosem, wtulając się w niego.
- Wiesz co...? - zaczęłam. - Tak myślałam teraz nad tym co powiedziałeś i...
- I? - spytał cicho gładząc mnie po włosach.
- Powiem wszystko co mnie dręczy ale nie przerywaj mi, dobrze? - spojrzałam mu w oczy. - Obiecaj.
- Obiecuję - powiedział cicho.
- Wiesz... życie po złej stronie nie jest takie znowu złe... - zaczęłam. - Można robić co się chce, dostaje się do się chcę... ale trzeba usługiwać rodzicom. Robić to co każą, bo jeśli nie... - oswobodziłam się w jego uścisku i odpięłam kurtkę. Odsłoniłam plecy, pokazując rany po odciętych skrzydłach. Usłyszałam ciche westchnienie chłopaka przepełnione bólem i przerażeniem. Nie odezwał się jednak. Ubrałam się i wzięłam do ręki różę. - Karzą nas w bardzo... bolesny sposób. To ich sposób na wyrażanie dyscypliny. I... zasada mojej mamy jest brak jakichkolwiek bliskich kontaktów z ludźmi, a każde złamanie zasady groni karą. Dlatego też... nie będę twoja przyjaciółką.
- Co? Jess  nie bój się matki. Tutaj nie może cię skrzywdzić. - powiedział tuląc mnie do siebie.
- Tu nie chodzi o mnie Nicholas... - powiedziałam cicho. - Ja już praktycznie nie czuję tego bólu, ale... ona może skrzywdzić jeszcze ciebie... - spojrzałam mu w oczy. - Zrobi ci krzywdę, bo chciałeś mi pomóc.
Wstałam i podeszłam do pobliskiego drzewa. Urwałam gałązkę, która za pomocą czarów od razu odrosła. Podeszłam do chłopaka z patykiem. Wyczarowałam magiczną donicę i ziemię w niej, po czym włożyłam tam patyk. Po chwili zaczął się giąć na różne strony pokrywając się cierniami. Na samej górze wyrósł kwiat podobny do róży. Jego płatki były delikatne, ale od spodu pokryte trującymi kolcami. Nicholas patrzył na to zafascynowany. Gdy wzrost się skończył, podałam mu fioletową doniczkę.
- To jest Kwiat Niespełnionych Nadziei. Nie będzie cię ranił - powiedziałam. - Ale jeśli ktoś inny zechce go dotknąć, porani go i uśpi na kila dni.  - poczułam ból w sercu, że za chwile będę musiał zostawiać go samego. Płatki zmieniły kolor na brązowy. - Zmieniają swój kolor w zależności od mojego nastroju - powiedziałam cicho. - Ciemne kolory wyrażają złe emocje, a jasne dobre. Nie musisz go podlewać, nie uschnie. Kwiat umrze dopiero wtedy, gdy umrę ja.
- Dlaczego tak mówisz? - spytał gładząc mnie po policzku.
- Bo to taki... prezent pożegnalny - powiedziałam. - Nie chce cię narażać. Lepiej byłoby, gdybym się wtedy nie odezwała... - wstałam i nachyliłam się nad chłopakiem dając mu całusa w policzek. - Byłbyś bezpieczny...
Zmieniłam się w kruka, zabrałam jego różę i odleciałam.




Nicholas? :(

Od Nicholasa Cd Jess

Wtuliłem się bardziej w Jessice, która obejmowała mnie ramionami. Łzy już przestały lecieć mi po policzkach. Słyszałem ciche chlipanie dziewczyny, na co mocniej ją przytuliłem.
- Nie płacz Jess — wyszeptałem w jej włosy. - Nie mogę patrzeć, na twoje łzy. Łamie mi to serce — wdychałem przyjemny zapach jej szamponu do włosów i perfum. - Każdy z nas zasługuje na szczęśliwe zakończenie mała — na chwilę wyswobodziłem się z jej uścisku tylko po to, aby ja podnieść. Od razu opatuliła mnie kończynami jak mała małpka, znowu się we mnie wtulając. - Zależy mi na tobie Jess. Bardzo — szeptałem do niej, idąc w stronę ławki. - Chce, abyś zawsze była blisko mnie, wiesz? - zasiadłem na niej. Wzmocniłem objęcia wokół dziewczyny, która cicho chlipała.
Po jakimś czasie dziewczyna odsunęła się ode mnie i usiadła obok mnie. Wycierała policzki rękawem kurtki. Od czasu do czasu pociągała nosem. Zapadła pomiędzy nami cisza, ale nie była wcale krępująca wręcz przeciwnie. Nie chciałem przerywać jej rozmyśleń. Wziąłem do dłoni trochę śniegu i znowu stworzyłem róże z lodu. Przypomniało mi się, jak ostatnim razem dziewczyna potraktowało mój podarunek. Nie było to zbyt przyjemne doświadczenie.
Delikatnie ująłem jej rękę, w którą włożyłem niewielki kwiatek. Gładziłem jej dłoń kciukiem.
- Jess — zacząłem niepewnie. - Chciałem się spytać, czy zostaniesz moją przyjaciółką? - powiedziałem cicho. - Nie ukrywam, że chciałbym potem, abyś została kimś bliższym mojemu sercu — spojrzałem w jej oczy. - Zauroczyłem się tobą, mała — odgarnąłem jej włosy za ucho. - Nie interesuje mnie, kim jest twoja mama i jaką ma moc. To od ciebie zależy, kim będziesz, wiesz? Jaką drogę wybierzesz. To przed tobą stoi świat otworem! Musisz sama zadecydować, co jest dla ciebie ważne. Ja już wiem — cały czas patrzyłem w jej oczy. - Ty się stajesz moim światem Jess. Tylko ty...

<<Co zrobisz Jess?>>

Od Jess Cd Nicholas

Patrzyłam chwilę za odchodzącym chłopakiem. Gdy się na niego wydarłam, wydawał się naprawdę smutny... Może trochę przesadziłam? Przecież w sumie... nie zrobił nic złego, prawda? Chciał się do mnie zbliżyć, zostać moim przyjacielem, dać mi coś, czego nigdy nie miałam. Chciał przełamać moją niechęć, wręcz brzydotę do ludzi, a ja mu na to nie pozwoliłam. Otoczyłam się murem, niczym księżniczka zamknięta w wieży. Tylko w odróżnieniu do wszystkich bajek... ja nie czekałam na księcia z bajki. Nikt nie jest mi przeznaczony, a moja historia nie skończy się happy endem. Trochę to smutne...Chciałam pojechać na przejażdżkę, odstresować się, ale... jak głupia pobiegłam za nim.
- Nicholas! - krzyknęłam, a chłopak odwrócił się. Zobaczyłam, że płakał. Czyżby moje skamieniałe od zawsze serce zaczynało pękać? Domagało się trochę ciepła innego serca? Trochę... miłości?
- Słucham księ... - ugryzł się w język i dodał smutno. - ... Jess.
- Ja... - przecież te słowo nie przejdzie mi przez gardło! Jak ja mam mu powiedzieć, ze mi przykro?! Tyle lat bycia złą! I jeden chłopak może zapalić we mnie światełko nadziei na lepsze jutro? Jeden upierdliwy chłopak? Poczułam, jak w oczach zbierają mi się łzy. Drugi raz w życiu płakałam. Drugi raz w życiu pokazałam, ze jestem słaba. Spuściłam wzrok nie mogąc patrzeć mu w oczy, po czym wyszeptałam ledwo dosłyszalnie. - Przepraszam....
Dam sobie rękę uciąć, ze na jego twarzy pojawiło się zdziwienie przez słowo, które wypłynęło z moich ust. Ja też się sobie dziwie, że zdobyłam się na coś takiego. Nigdy nikogo nie przepraszałam, zawsze miałam gdzieś uczucia innych ludzi. Można powiedzieć, że nawet cieszyło mnie cierpienie. Właśnie... czas przeszły. Widząc łzy spływające po policzkach Nicholasa, czułam jak kamienna powłoka okrywająca moje serce zaczyna się kruszyć, a ja nie chciałam jej powstrzymywać. Moja wieża zaczynała się burzyć, zwracając mi wolność. Daje mi szansę na szczęśliwe zakończenie? Podniosłam wzrok i spojrzałam na chłopaka.
- Przepraszam... - wyszeptałam znowu czując coraz więcej łez. Zbyt długo trzymałam w sobie wszystkie emocje... zdecydowanie zbyt długo... - Ja... nie potrafię być ta dobrą.... nawet jakbym się starała... zło mam we krwi... I nieważne co bym zrobiła nie wyplenię go... mam geny Diaboliny... Ile bym się nie starała koniec końców moje serce zawsze na nowo staje się kamienne.... Ja nie zasługuję na szczęśliwe zakończenie....
- Nie mów tak! - przerwał mi od razu patrząc mi w oczy.
Nie wiem dlaczego, ale pod przypływem chwili stanęłam na palcach i przytuliłam go mocno cały czas cichutko płacząc.



Nicholas? 0-0

Od Nicholasa Cd Jess

Ojciec będzie wściekły, kiedy się dowie, że już pierwszego dnia wagaruje, ale czego się robi dla przyjaciółki? Mały dzwoneczek wiszący nad drzwiami zadzwonił wraz z otwarciem przeze mnie drzwi do salonu tatuażu.
- Część Alex — podszedłem do lady, za którą siedziała wydzierana dziewczyna. - Jest Tom?
- Ni! Kochany! W końcu do nas wróciłeś — zaśmiała się perliście i cmoknęła mnie w policzek. - Tom teraz dziara. Usiądź sobie na sofie, dam ci katalog i może zaparzę twoją ulubioną herbatę co? - włączyła już czajnik i wsypała do kubka dwie łyżeczki cukru.
- Dzięki Alex. Jesteś wielka — rozsiadłem się na kanapie, podziwiając malunki na ścianach. - A co do katalogu nie musisz mi go dawać. Mam już zarys nowego dzieła — pochwaliłem się dumnie.
- Tak? - zapytała się zdziwioną dwudziestopięcio latka, zalewając przy tym napój bogów. - Zawsze jesteś niezdecydowany — podała mi gorący napar. - To, co to będzie?
- Dziewczyna ze skrzydłami, która trzyma lodową różę — mówiąc to, przed oczami stanął mi obraz Jess z rana. Długo nie zapomnę tego widoku.
- Czyżby nasz mały Nii się w końcu zakochał? - usłyszałem pełne podziwu pytanie.
- Myślę, że na razie jest to zauroczenie pewną osóbką, która daje mi nieźle w kość — zaśmiałem się.
Naszą rozmowę przerwało pojawienie się Toma, który żegnał klienta.
- Kopę lat stary — przywitałem się z dawnym przyjacielem. - Byłem na dzisiaj umówiony.
- Nii dobrze cię widzieć — uściskaliśmy się jak przyjaciele.- Jakbym mógł zapomnieć? Zapraszam na krzesło i do roboty! Wież już co chcesz?
- Tak Tom. Wiem — posłałem mu zaczepny uśmiech.
____
No cóż. Wizyta w salonie Toma trwała trochę dłużej niż przypuszczałem, ale opłacało się i to jak. Wyszedłem z salonu z nowym tatuażem, który znajdował się na prawym przedramieniu szczelnie ukryty pod bandażem.
Ciekawe czy jej się spodoba? Znowu myślałem o Jess i jej reakcji na nowy tatuaż, który przedstawiał ją. Na razie nie miałem zamiaru pokazywać jej nowego nabytku. Musi się ładnie wszystko zagoić, a przede wszystkim muszę ocieplić nasze stosunki. Ja ją bardzo, bardzo lubię, ale ona w dalszym ciągu nie przepada za mną. Westchnąłem zrezygnowany. Byłem smutny, że Jess nie chce się ze mną zadawać. Może powinienem ją zostawić w spokoju? Tak by było najlepiej dla mnie i dla mojego serca, które oszalało na jej punkcie.
___
Będąc już w akademiku, zmieniłem opatrunek i przebrałem się starannie, ukrywając bandaż pod czarną bluzą z kapturem. I tak była zima, ale przeważnie zimno mi nie przeszkadzało. Dałem jeść mojej królewnie, która się domagała pieszczot. Niestety musiałem już iść, żeby zobaczyć co porabia Jess.
W pokoju jej nie znalazłem ani w całym akademiku. Zamyśliłem się. No gdzie ona może być? Może jest w stajni.
___
Tak. Jess była w stajni. Siedziała przed boksem swojego konia i coś zacięcie pisała w pamiętniku? Może pisała o mnie? Jaki to jestem wspaniały i dzielny? I, że mnie lubi?! Mimowolnie uśmiechnąłem się na ten pomysł. Może mnie lubi... Może...
Przyglądałem się dziewczynie od jakiegoś czasu ukryty za belami siana. Powiem całkiem szczerzę, że to było bardzo przyjemne uczucie. Patrzeć na osobę, która nie jest ci obojętna. W końcu nie wytrzymałem i podszedłem do niej, krzyczą: - Księżniczko.
- Nie nazywaj mnie tak idioto! - spojrzała na mnie szybko i zamknęła swój pamiętnik?
- Co tam piszesz ciekawego? - podszedłem bliżej.
- Nic, co powinno cię interesować — wstała z prędkością światła, a zeszyt wcisnęła niedbale do torby. Ruszyła szybko do wyjścia ze stajni.
- Ej! Jess — podbiegłem do niej, równając do jej kroku. - Jak tam w szkole?
- Jakbyś był to byś wiedział - wysyczała do mnie.
- Gniewasz się na mnie? - zapylałem ze skruchą w głosie. - Co zrobiłem nie tak?
- Co zrobiłeś?! - teraz już na mnie wrzeszczała. - Raczej czego nie powinieneś robić!
- Gniewasz się, że cię pocałowałem w czółko? - spojrzałem w jej piękne oczy.
- Tak! Żebyś wiedział, ale nie tylko o to! O to, że łazisz za mną jak pies, o to, że się o mnie martwisz i o to, że chcesz się ze mną zaprzyjaźnić! - z każdym jej słowem moje serce łamało się na kawałki. Maleńkie kawałeczki, które mnie dogłębnie raniły. - Ch*lera Nicolas! Mówiłam, że nie chce przyjaciół! Nie chce nikogo, a ty robisz wszystko na odwrót.
Nie wiedziałem co powiedzieć. Miała racje. We wszystkim. Do tego moje serduszko bolała, ale czemu? Zauroczyłem się nią. W jej osobie, w jej charakterze. Niestety nie spodziewałem się, że odrzucenie będzie tak bolec. Odrzucenie? Tak właśnie mnie odrzuciła. Wybuchła i powiedziała wszystko, co jej leży na wątrobie.
- Masz racje - opuściłem wzrok na swoje buty. - Jak zawsze masz racje — powiedziałem cichutko pod nosem. Naprzeciwko mnie stała Jess, która ciskała gromami z oczu.
Zamknąłem swoje paczałki, bo zaczynały mi się pocić.
- Przepraszam Jess - wyszeptałem. Szybko się nad nią pochyliłem i cmoknąłem ją w nos. Delikatnie zagarnąłem jej długie piękne włosy za ucho i ostatni raz spojrzałem w czekoladowe tęczówki dziewczyny. - Przepraszam.
Odwróciłem się na pięcie i szybkim krokiem poszedłem przed siebie.


<<Jess?>>

Od Jess Cd Nicholas

Jak... ja... gościa... nienawidzę.... Miałam ochotę za nim pobiec i walnąć mu z liścia. Powtarzasz mu. Nie szukam przyjaciół! Nie mam uczuć! A ten co robi?! Całuje mnie w czoło. No co za imbecyl! Westchnęłam zrezygnowana i poszłam na lekcje. Alvaro siedział mi na ramieniu przez cały czas i gdy tylko ktoś zbliżył się bliżej niż pół metra krakał na niego tak głośno, że aż głowa bolała. Usiała m w ostatniej ławce rzucając plecak na krzesło obok mnie zajmując miejsce. Niech nikomu nawet do głowy nie przyjdzie, żeby obok mnie usiąść. W końcu lekcja sie zaczęła. Jak wywnioskowałam po książce, która dał mi Nicholas był to Angielski.
- Jessica Daddario. - przeczytała kobieta rozglądając się przyjaźnie po klasie. - Która to?
Podniosłam rękę od niechcenia.
- Twoja matka jest Diabolina, prawda?- gdy tylko zadała to pytanie, na sali rozległ się szum strachu i niepokoju.
- Co tak trzęsiecie portkami? - spytałam z rozbawieniem. - Nie rzucę na was żadnej klątwy. - odetchnęli z ulga. - Chyba, że zasłużycie - powiedziałam spuszczając wzrok i uśmiechając się na dźwięki ich przerażenia.
Lekcja minęła szybko. Na przerwie zajrzałam do plecaka, sprawdzić jakie lekcje dzisiaj mam. Mitologia, biologia, matematyka i zachowania, zwyczaje i opieka nad zwierzętami. Tia... żyć nie umierać. Wyjęłam kanapki, które przygotował chłopak. Nawet nie zaglądając do środka postanowiłam je wyrzucić. 'Nie bierz nic od nieznajomych'. Machnęłam ręką i po chwili miałam na kolanach sałatkę z kurczakiem, a kanapki wylądowały w koszu. To samo zrobiłam z herbatą. Wylałam całą zawartość a termos przetransportowałam do pokoju Nicholasa, po czym wyczarowałam sobie sok pomarańczowy. Zjadłam wszystko i poszła na dalsze zajęcia.


**


Lekcje skończyły się wyjątkowo szybko. Byłam z tego powodu zadowolona, ale cieszył mnie tez fakt, że nie ma nigdzie Nicholasa. Cały dzień go nie widziałam! Jestem w niebie! Ruszyłam do stajni, żeby trochę posiedzieć z Thunderem. Weszłam do jego boksu witając się z nim. Wyczyściłam go i dałam jeść. Żeby mu nie przeszkadzać, usiadłam po turecku przed jego boksem i wyjęłam mój notatnik.
"Elizabeth jak każdego ranka, zmierzała do szkoły. Z racji tego, że jej rodzice nie należeli do ludzi biednych i skąpych, zapisali ją do najlepszej szkoły w całym stanie. Jako obywatelka pięknego miasta jakim jest Honolulu doskonale znała każdy zakamarek tego wspaniałego miejsca. Dlatego tez w drodze do szkoły, skręciła w ulicę skracająca drogę do miejsca, gdzie spędzi kolejne 8 godzin swojego życia. Mimo, że szkoła, a raczej atmosfera w niej panująca nie zachęcała do przebywania tam, dziewczyna kochała to miejsce nad życie. Hawaje były jest ukochanym stanem Ameryki. I mimo iż zwiedziła wiele państw na całym świecie, zawsze wracała do swojego rodzinnego gniazdka. Zmierzając ulice swojej dzielnicy słuchała swojej ulubionej muzyki. Dźwięki wypływające ze słuchawek uspokajały ją, wprawiając umysł we wspaniały stan rozluźnienia. W ten sposób mogła oderwać się od rzeczywistości i przenieść się do świata wyobraźni, w którym codziennie mogłaby przesiadywać po kilka godzin. Mijała tłumy ludzi, zmierzających do pracy w zawrotnym tempie. Uśmiechała się pod nosem, ciesząc się, że jeszcze może się uczyć i nie musi pracować w jakimś nudnym biurze. Przed jej oczami ukazał się potężny budynek szkoły. Zawsze zachwycała się jego wyglądem. Wielki, zbudowany na kształt rezydencji jakiegoś bogatego biznesmena, z dużą ilością kolumn i łuków, w odcieniach beżu i brązu. Cała konstrukcja zachwycała swoja prostotą i wykonaniem stylem gotyckim. Chodząc do takiej szkoły, nie odczuwa się tak bardzo niechęci do nauki. Przekroczyła próg szkoły i mijając uczniów skierowała się do łazienki. Przemyła twarz i przyjrzała się sobie w lustrze. Była dość wysoką dziewczyną, mierzącą coś ponad 175 cm. Jej długie, błyszczące, brązowe włosy opadały jej na ramiona. Na jej gładkiej twarzy widniał delikatny makijaż podkreślający jej urodę. Ubrana była w czarną sukienkę nad kolana, leginsy i wysokie czarne buty. Na ramieniu nosiła torbę wypełnioną wszystkimi potrzebnymi na dziś książkami. Westchnęła i wyszła z łazienki kierując się na pierwsza lekcję. Stojąc pod salą i czekając na nauczyciela słuchała rozmów kolegów i koleżanek. Nigdy nie zwracała na nich sporej uwagi, ale tym razem coś przykuło jej uwagę.
- Słyszałaś, że ponoć z USAF* uciekł jakiś terrorysta?
- Serio? Kiedy? Jak?
- Słyszałam, że złapali go w Los Angeles z karabinem w ręku. Dzisiaj rano.
- Skąd o tym wiesz?
- Przecież mój ojciec pracuje w Departamencie Stanu. On wie takie rzeczy.
Dziewczyna przewróciła oczami. Jej koleżanki są tak głupie, że czasami aż robi jej się ich żal. Jeśli wie się takie rzeczy raczej nie powinno się ich rozpowiadać na prawo i lewo. Ktoś nieodpowiedni może to usłyszeć i co wtedy? Weszła do klasy i zajęła swoje miejsce. Pierwszą lekcją była lekcja wychowawcza. Młoda kobieta, może po 30 weszła do klasy razem z dyrektorem placówki. Wszyscy uczniowie spojrzeli po sobie, a później na dyrektora, który wszedł na mównicę i zaczął mówić.
- Dzisiejszego ranka z USAF uciekł bardzo niebezpieczny człowiek. Chciałbym, abyście zachowali szczególna ostrożność, ponieważ wiadomo nam, że ten człowiek przebywa w Honolulu. Nadajnik wszczepiony pod jego skórę ostatni raz wykazywał aktywność przy miejskim zoo.
Cała sala zaczęła szeptać przerażona między sobą, co wzbudziło tylko niepokój. Nauczycielka wyświetliła na ekranie zdjęcie poszukiwanego dostarczone prawdopodobnie przez odpowiednie służby. Elizabeth jak i reszta klasy, dowiedzieli się również, że w całym mieście obowiązuje godzina policyjna, a służby porządkowe mają całodobowy patrol. Reszta lekcji przebiegła bez większych przeszkód, więc o godzinie 15:30 uczniowie mogli rozejść się do domów. Wracając do swojego domu czułaś na sobie czyjś wzrok, ale ilekroć odwracała się by sprawdzić kto za nią podąża, nie dostrzegała nic niepokojącego. Ulice były pełne ludzi i policji, więc nic złego nie mogło się jej stać. Ale mimo to, bardzo się bała, że przez przypadek ten poszukiwany mężczyzna wejdzie jej w drodze i zabije, albo co gorsza zgwałci. Z dwojga złego to już wolałaby zostać zgwałcona, ale... ani jedna opcja nie jest dobra, ani druga. Elizabeth przyspieszyła kroku, by jak najszybciej znaleźć się w domu i móc zagłębić się w swojej ulubionej lekturze. Skręciła w ulicę prowadzącą do domu szybszą drogą. Wiedziała, że ścieżka ta przechodzi przez dość niebezpieczna okolice, ale mimo ruszyła w tamtym kierunku. Dlaczego niebezpieczne okolice? W tym miejscu było bowiem wiele klubów nocnych pełnych napalonych zboczeńców, szare zaułki, w których łatwo było można się ukryć i ludzi po wyrokach lub z patologicznych rodzin. Idealne miejsce na kryjówkę dla uciekiniera. Policja rzadko kiedy tutaj zaglądała. Skierowała się wzdłuż jednej z uliczek, gdy nagle ktoś pociągnął ją w zauk i zakrył usta, żeby nie krzyczała. Chciała się wyrwać, ale oprawca był od niej dużo wyższy i silniejszy. Już miała kopnąć go w krocze, gdy usłyszała przed sobą głos jakiś mężczyzn.
- Znowu uciekł idioto! - zawołał jeden z nich.
- Nie musisz mi mówić! Nie jestem ślepy! - wrzasnął drugi.
- Jak on zdołał uciec z USAF?! Przecież to niemożliwe!
- Może go wypuścili? Dowiedzieli się, że to my lataliśmy z bronią po ulicy?
- Bzdury...!
Jęknęła przerażona gdy zdała sobie sprawę o czym mówią tamci mężczyźni. Nigdy w życiu nie czuła jeszcze takiego strachu jak w tamtej chwili. Wiedziała, że jeśli zacznie krzyczeć lub płakać, tamci dwaj tutaj przyjdą a wtedy może nie być już tak ciekawie. Po chwili zamknęła oczy, czekając aż niebezpieczeństwo minie i faktycznie po kilku chwilach dwaj mężczyźni odeszli. Dopiero po upływie minuty, chłopak trzymający ją, rozluźnił uścisk. Dziewczyna chciała jak najszybciej uciec od niego, ale złapał ja za rękę.
- Poczekaj! - powiedział szybko. - Mogą się jeszcze tam kręcić.
- Kim ty jesteś? Czego ode mnie chcesz? Co tu robisz? - zaczęła w panice zadawać pytania, klnąc się w duchu, że nie zabrała paralizatora.
- Uspokój się... nie chcę zrobić ci krzywdy... - powiedział spokojnie.
- Pokaż się. Teraz!
Chłopak westchnął i wyszedł z cienia przez chwilę patrząc na ziemię, lecz po chwili podniósł niepewnie swój wzrok i skierował go na dziewczynę, która otwarła szeroko usta ze zdziwienia, ale tez ze strachu. Mężczyzna którego szukają całe Siły Zbrojne Stanów Zjednoczonych stał przed nią i patrzył niewinnym wzrokiem jak małe dziecko, które rozbiło wazon. Brunetka chciała krzyczeć, wydać z siebie jakiś odgłos,ale nie potrafiła. Stała jak sparaliżowana przed mężczyzną i nie mogła nic z siebie wydusić. Z jej oczu zaczęły lecieć słone łzy, a to wszystko przez strach jaki odczuwała.
- Nie bój się mnie... - zaczął cicho chłopak. - Nie zrobię ci krzywdy...
- Ty....! - nie potrafiła powiedzieć nic sensownego. - Przecież...! Wiadomości...! Uciekinier...!
- Tak, masz racje, uciekłem im. Ale dlatego, że musiałem coś zdobyć.
- Niby co?! - powiedziała głośno i odsunęła się od niego.
- To...
Chłopak wyjął z kieszeni dyktafon i już po chwili mogła słyszeć zawartość nagrania.
"- Musimy go złapać!
- Wiem przecież debilu! Może nas wkopać!
- Co ty nie powiesz! Jeśli wyda się, że to my zabiliśmy tamta dziewczynę to będzie po nas!
- Ej patrz, tam jest!!!
*słychać bieg i ciężki oddech, a po chwili ponowny głos mężczyzn*
- Znowu uciekł idioto!
- Nie musisz mi mówić! Nie jestem ślepy!
- Jak on zdołał uciec z USAF?! Przecież to niemożliwe!
- Może go wypuścili? Dowiedzieli się, że to my lataliśmy z bronią po ulicy?
- Bzdury...!"
Gdy nagranie się skończyło, Elizabeth przeczesała ręka włosy z niedowierzaniem. Zaczęła chodzić w kółko ciężko oddychając ze strachu, ale też zdziwienia. Oskarżyli niewłaściwego człowieka, który musi teraz chować się po kątach i kryć się przed policją.
- Jestem niewinny... - powiedział
- Powinieneś iść z tym na policję.
- Wiem.
- To na co czekasz? Leć, teraz!
- Złapią mnie i nie dadzą dojść do słowa.
- Pomogę ci...
Przez chwile sama nie wierzyła w to co powiedziała. Chce pomóc komuś kto jest poszukiwany przez niemal cały stan?! Potrząsnęła głową odrzucając od siebie te myśli. Pokazał jej nagranie, wszystko było tam jasne. Ruszyliście przez zatłoczone ulice Honolulu. Ty na przodzie, a chłopak z tyłu z kapturem na głowie, kurczowo trzymający dyktafon w ręce. Na szczęście nikt nie zwrócił na was uwagi, więc dość szybko dotarliście na komisariat. Weszliście i gdy tylko chłopak zdjął kaptur, wszyscy posiadający broń wycelowali w niego. Stanęłaś przed chłopakiem i zaczęłaś machać rękoma, po czym wzięłaś od niego dyktafon i puściłaś jego zawartość. Jeden z policjantów zakuł ich w kajdany i we dwójkę ruszyli do pokoju przesłuchań. Gdy tylko funkcjonariusz wszedł do środka, poszukiwany chłopak zaczął opowiadać co się wtedy wydarzyło. Jak się później okazało tamci mężczyźni byli poszukiwani w ponad 5 stanach Ameryki. Aresztowano ich a Thomasa (poszukiwanego) uniewinniono i zwrócono wolność. Wiadomość od razu rozeszła się do mediów, które zrobiły z tej sytuacji sensacje na skalę światową. We wszystkich gazetach można było dostrzec nagłówki brzmiące "Uniewinniony!" bądź też "Znaleziono zabójców! Pierwszy podejrzany uniewinniony!". Sprawa była nagłośniona długo, kilka tygodni. Ludzie żyli w świadomości, że mogą bez obaw wyjść na ulicę i bardzo cieszyli się z tego powodu. Elizabeth natomiast zbliżyła się do Thomasa, zostali parą. Dowiedziała się, że chłopak był rok starszy od niej, że lubił motoryzację i interesował się muzyką. Słuchał nawet tych samych utworów co brunetka, przez co jeszcze bardziej zbliżyli się do siebie. Czas leciał, szkoła się skończyła, przyszedł czas na wakacje. Elizabeth wyjechała razem ze swoimi rodzicami i Thomasem na wakacje do Meksyku. Wszyscy siedzieli przy ognisku opowiadając sobie różne historyjki. Młody chłopak objął swoją towarzyszkę ramieniem i uśmiechnął się szeroko.
- Nie siedźcie zbyt długo - odparła mama dziewczyny.
- Jasne mamo - powiedziała.
Małżeństwo poszło do domku trzymając się za ręce.
- Są bardzo zakochani - powiedział z uśmiechem chłopak.
- To prawda - powiedziała z uśmiechem, tuląc się do niego. - Jak my.
- Prawda - pocałował ją w czubek głowy. - Tak jak i my.
- Kocham cię Tommy...
- Ja ciebie też... jak myślisz? Też będziemy mieli taką wspaniałą córkę jak twoi rodzice?
- Nawet o tym nie myśl! - pacnęła go w ramię, na co ten zareagował ogromnym uśmiechem. Objął swoja wybrankę czule i razem zaczęli spoglądać na gwiazdy, zastanawiając się co przyniesie przyszłość.
*USAF (United States Armed Forces)  - Siły Zbrojne Stanów Zjednoczonych"
Chciałam pisać dalej, ale niestety usłyszałam znajomy mi głos.
- Księżniczko!
- Nie nazywaj mnie tak idioto! - powiedziałam odruchowo zamykając zeszyt.
- Co tam piszesz ciekawego?
- Nic, co powinno cie interesować!
Wstałam i ruszyłam ku wyjściu ze stajni.






Nicholas? XD Ale z niej pisarka XD
Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics. Credits: x | x | x | x