Od Jess Cd Nicholas

Chłopaka złapał mnie w uścisku i za nic w świecie nie chciał puścić. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Jesteś moja wiesz? - zbliżył się do mnie i pocałował czule w czoło. - Moja, Jess. I jeśli cokolwiek ci się stanie, nie daruję sobie tego. Nie wybaczę sobie i wiedz, że znajdę każdego, kto zechce cię skrzywdzić - chciałam mu przerwać, mówiąc, ze matka i tak mnie znajdzie, że narażam nas obydwoje, ale chłopak zasłonił mi usta dłonią i nie dał dojść do słowa. - Czy będziesz moją? Bo ja już od dawna jestem twój.
Chłopak wymruczał to jak mały kotek i uśmiechnął się do mnie słodko z nadzieją w oczach. Też się uśmiechnęłam i dałam mu buziaka w policzek. Był takim uroczym człowiekiem.
- Wiesz co ci powiem? - spytałam i przysunęłam się bliżej tak, że nasze nosy się stykały. - Odkąd tylko sięgam pamięcią, moje małe serduszką było otoczone kamiennym pancerze, który zbudowała moja matka w dniu, w którym odcięła mi skrzydła. Wtedy zaczęło twardnieć. Pozostawało zimne i obojętne aż do przyjazdu tutaj. Poznałam ciebie, a twoje serduszko zaczęło ratować moje. - nachyliłam się i zaczęłam szeptać mu do ucha kołysząc nami. - Twoje serduszko zaczęło kruszyć kamienny pancerz z mojego serduszka. I gdy tylko jeden kawałeczek kamienia odpadł, do środka zaczęły docierać uczucia twojego serduszka i mojemu z czasem zaczęły się podobać. Zaczęło odczuwać różne uczucia, o których nawet nie wiedziało - sięgnęłam ręką pod jego koszulkę. Nicholas napiął mięśnie i cały zesztywniał. Dotknęła jego wyrzeźbionego torsu i uśmiechnęłam się. Przejechałam dłonią po jego powierzchni i zatrzymałam dłoń w miejscu jego serca. - A teraz te dwa małe serduszka są ze sobą w jakiś sposób połączone... i nie potrafią bez siebie żyć - powiedziałam na co chłopak zaśmiał się i pocałował mnie w czoło. Wyjęłam rękę spod jego bluzki i przytuliłam się do niego. - Od początku byłam twoja - powiedziałam cicho. - Od momentu, w którym dałeś mi szansę, której nigdy nie dostałam. - chłopak zaczął się chwiać na prawo i lewo. - Jesteś dla mnie bardzo ważny Nicholas... jak nikt inny... Jesteś najbardziej dziecinną i uroczą osóbką jaką znam - zaśmiałam się. - I za to cię kocham... mój książę...



Nicholas *-*

Od Nicholasa Cd Jess

Uśmiechnąłem się na jej słowa. Znowu mnie rozczuliła. Jak mam jej nie lubić w taki sposób?
- Oczywiście Jess - wyszeptałem do niej. Delikatnie podniosłem jej głowę. - Jesteś wszystkiego warta Jessico. Dla mnie stałaś się powietrzem, bez którego nie umiem oddychać. Cały czas jesteś, w mojej głowie. Nie umiem przestać o tobie myśleć. Bardzo mi na tobie zależy i spełnię każdą twoją prośbę. Będę twoim królewiczem, bo ty stałaś się moją królewną. Nauczę cię kochać, choć wiem, że już to potrafisz - po wypowiedzeniu tego monologu. Znowu pocałowałem Jessice, która z chęcią oddała pocałunek.
___
Siedzieliśmy w moim pokoju. No dobra ja leżałem razem z Jessicą na moim łóżku. Gadaliśmy o jakiś głupotach. Nie zwracałem na nic innego uwagę. Tylko Jess się dla mnie w tamtym momencie liczyła. Delikatnie bawiłem się jej włosami. Lubiłem je miętosić. Były mięciutkie i takie puszyste. I jeszcze ładnie pachniały. Jess cała ładnie pachniała Lubiłem jej perfumy. Pasowały do niej. Nie były mdłe ani duszące. Były w sam raz. Delikatne i przyjemne w zapachu. Mimowolnie wtuliłem głowę w szyję Jess i po raz kolejny zaciągnąłem się jej zapachem. Dziewczyna krótko pisnęła i się zaśmiała.
- Co ty robisz? - mocniej wtuliłem twarz w jej obojczyk. - Ej - kolejny raz wydała śmieszny dźwięk.
- Wącham cię kochanie - wymruczałem w jej skórę. - Tak ładnie pachniesz.
- Nie jesteś wilkołakiem, a zachowujesz się jak pies - uszczypnęła mnie w ramię i poszturchała trochę palcem po brzuchu. Napiąłem mięśnie brzucha, na co Jess westchnęła.
- Nie jestem żadnym zmiennokształtnym, ale lubię czuć twój zapach mała - ugryzłem ją delikatnie, na co dziewczyna odepchnęła mnie od siebie. Zacząłem się śmiać. Zanim wydała z siebie jakikolwiek dźwięk, zgarnąłem ją do uścisku, w którym ją uwięziłem.
- Jesteś moja wiesz? - czule pocałowałem ją w czoło. - Moja, Jess. I jeśli cokolwiek ci się stanie, nie daruję sobie tego. Nie wybaczę sobie i wiedz, że znajdę każdego, kto zechce cię skrzywdzić - widząc, że dziewczyna chce coś powiedzieć, szybko zasłoniłem jej usta dłonią. - Czy będziesz moją? Bo ja już od dawna jestem twój - wymruczałem do niej z małym uśmiechem na ustach i nadzieją w oczach.

<<Jess?>>

Od Matthew Cd Meg

Już od kilkunastu minut stałem razem  z siostrą w sali tronowej matki. Przed chwila uświadomiła nas, że mamy jechać do jakiejś akademii. Nie powiem, że zdenerwowałem się dość mocno.
- Co to ma znaczyć, że jedziemy do jakiejś akademii? - spytałem wściekły do granic możliwości.
- Oj, skarbie - zaczęła matka. - To dla waszego dobra.
- Dla naszego dobra?! - oburzyłem się - Dla naszego dobra?! Dlaczego nas tam odsyłasz?! Robimy wszystko co tylko zechcesz! Dlaczego?!
- Masz charakterek po ojcu - zaśmiała się i podeszła do nas, po czym złapała mnie dość boleśnie za brodę, wbijając mi swoje paznokcie w skórę. - No wykapany ojciec.
Laska, którą trzymała w ręce zaczęła świecić, a po chwili na jej czubku usiadł kruk matki - Diaval. Jak ja nie znoszę tego ptaszydła... Zawsze miał ze wszystkim problemy. Spiorunowałem go wzrokiem i spojrzałem na matkę.
- Oj Matty! - zaczęła. - Chcę.... żebyście coś dla mnie zrobili.
- Jasne... zawsze tylko robimy co chcesz! Pomyślałaś kiedyś, czego my chcemy?!
- Uspokój się kochany... Chcę, żebyś odnalazł córkę Królowej Śniegu lub Cruelli de Mon.
- Po co mam to robić? Czego od nich chcesz?
- Cóż... straciłam kontakt z Cruellą - zaśmiała się. - Naprawdę świetna kobieta.
- A królowa Śniegu? Przecież jej nie znasz...
- Osobiście nie! - zaczęła unosząc w górę palec. - Ale chętnie poznam. Gdybyśmy połączyły nasze moce mogłybyśmy przejąć władzę nad dobrem i... - spojrzała na mnie, ale widząc moją minę skończyła. - Oj już uspokój się.
- I co? Znajdę je i co?
- To co zawsze. Bądź wredny i wyrachowany, cwany i cyniczny, fałszywy i dwulicowy...
- Bo tylko tak zdobędę szacunek na tym świecie - dokończyłem za nią.
- Mądry chłopak - pogłaskała mnie po włosach. - Idź się przygotuj.
Podszedłem pod okno i spojrzałem na dziedziniec. Diabolina podeszła do Jess i zaczęła jej o czyś mówić. Po chwili jednak bez słowa pożegnania odeszła, więc i my zrobiliśmy to samo. Poszedłem do pokoju po walizki i Azraela. Zszedłem na dół i wyszedłem na plac. Szofer matki zabrał bagaże, podczas gdy ja wsiadłem do pojazdu. Po niezbyt długiej chwili dołączyła do mnie siostra. Wyglądała jakby się czegoś obawiała.
- Nie pokazuj słabości Jessica - powiedziałem do niej.
- Nie martw się - posłała mi chytry uśmieszek. - Nie jestem tobą.
Spojrzała za okno i westchnęła. Ja również wyjrzałem za swoje.



***



Siedziałem w pokoju, a właściwie to leżałem na łóżku. Westchnąłem i podniosłem się do siadu. Azrael siedział w klatce i spał, ja natomiast poszedłem do walizki po książkę. Kupiłem ją.... bo mi się okładka spodobała. "Dystrykt:51" Taki nosiła tytuł. Na stronie tytułowej widniała jakaś dziewczyna, a za nią był jakiś duch czy coś i kilku ludzi. Odwróciłem książkę i przeczytałem o czym to jest.
Losy czterech, jak podobnych do siebie bohaterów łączą się miejskim sierocińcu. Nieśmiertelny krwiopijca, włochata bestia w ludzkim wcieleniu, stwór zmieniający swoja postać i osoba władająca istotą nie z tego świata mają ze sobą więcej wspólnego niż im się wydaje. To, że przytrafiło im się to, czego doświadczają wybrańcy, wiąże ze sobą też obowiązki. Razem toczą walkę ze stworami chcącymi ich śmierci, by dotrzeć do Dystryktu: 51. Czym jest dystrykt? Dowiesz się niebawem...
Hmmm..... dość ciekawe... Nie powiem. Otwarłem na czym co było prologiem. Zacząłem czytać.
Sabrina od zawsze była inna. Jako jedyna wierzyła w demony, anioły, wampiry,wilkołaki... wszyscy uważali ja za wariatkę gdy z fascynacja opowiadała o tym istotach. Wiedzę czerpała z różnych źródeł, a za sobą miała dziesiątki przeczytanych książek. W wieku 10 lat wysłano ja na badania do szpitala psychiatrycznego. Okazało się, że dziewczyna ma dar... dar który przeraża lekarzy. Bowiem w jej umyśle kryje się uśpiony duch. Istota nie z tego świata. Istota mogąca zniszczyć wszystko...
--------
W jednej ze zwykłych rodzin wychowywała się Emma Wilson. Dziewczyna od zawsze się buntowała, nie słuchała nikogo. Gdy pewnego dnia jej matka wyrzekła się córki, Emma postanowiła uciec. Nikt jest nie szukał, nikt nie płakał. Wszyscy zapomnieli. Jedyna rzeczą jaka pozostała jej po babci (jedynej kochającej osobie z rodziny) był stary medalion. Emma nie wiedziała jeszcze, że przedmiot przyciąga wampiry...
--------
Eric jest sierota. Nigdy nie poznał rodziców, ci wyrzekli się syna zaraz po urodzeniu, mówiąc, że to monstrum zagrażające życiu. Wychowywał go dziadek, z którym był bardzo związany. Gdy mężczyzna zmarł, Eric trafił do Domu Dziecka. Po pewnym czasie zaczęły mu nadmiernie rosnąć włosy, wyostrzył mu się słuch i węch. Gdy miał 17 lat poszedł do lasu. Wtedy pierwszy raz zabił...
--------
Bycie jedynakiem nie jest złe, ale gdy pojawi się młodsze rodzeństwo, starsze się buntuje. Gdy Nicolasowi urodził się brat, chłopak zaczął się buntować, sprawiał coraz większe problemy, rodzice odbierali go z komisariatu. Pewnej nocy wziął nóż i poważnie się zranił. Ojciec wyrzucił go za drzwi. Mężczyzna nie wiedział jeszcze, że przebudził demona...
Odłożyłem książkę. Mimo iż miałem ogromną ochotę poczytać, musiałem iść do stajni, żeby zając się Blackiem. Niechętnie wstałem i wyszedłem z pokoju. Zszedłem ze schodów, ale gdy wychodziłem na zewnątrz jakaś dziewczyna z premedytacja wpadła we mnie. Skąd wiem, że z premedytacją? Albowiem patrzyła mi prosto w oczy i widząc, że chcę ja wyminąć 'niechcący' wpadła na mnie.
- Patrz jak łazisz kobieto! - powiedziałem zdenerwowany.
Była to dziewczyna o długich, blond, wręcz siwych włosach i dużych oczach.Przejechała wzrokiem po moim ciele, widząc liczne tatuaże. Chociaż... nie były to zwykłe tatuaże. Były to runy. Dary Anioła... czytałem. Ah te młodzieńcze wybryki! Zrobiłem sobie wtedy tatuaż Angelic Power, Parabatai, Vision... i wiele, wiele innych. A teraz tego żałuję.
- Wybacz mi... - zaczęła, po czym mnie wyminęła.
- Co za idioci chodzą po tej ziemi... - wymamrotałem i ruszyłem do stajni.,
Gdy tam dotarłem, dość szybko uporałem się ze znalezieniem boksu mojego wierzchowca.Stał niespokojnie w boksie co jakiś czar kopiąc w drzwiczki. gdy tylko mnie zobaczył wystawił łeb i zarżał donośnie.
- No już stary - pogłaskałem go po łbie. - Zaraz pojedziemy do lasu.
Wyczyściłem go i osiodłałem, po czym skierowałem się do lasy. Gdy tylko Black wyjechał na wolną przestrzeń, pozwoliłem mu ruszyć cwałem. Popędził, aż się kurzyło. Zaśmiałem się, widząc go tak szczęśliwego. Gdy w końcu zaczął się męczyć, zwolniłem do galopu, a potem do kłusa. Jechałem anglezując i nagle zobaczyłem prymitywne przeszkody przed sobą. Poklepałem wałacha po szyi. Od razu wyczuł co się święci. Popędziłem go do galopu. Poczułem, że ktoś mnie obserwuje, miałem wrażenie, że minęła mnie jakaś postać na koniu. Nie zdążyłem się jednak przyjrzeć, bo biegliśmy za szybko. Zgrabnie przeskoczyliśmy kilka przeszkód, po czym zatrzymałem konia i poklepałem po szyi. Usłyszałem oklaski, więc odwróciłem głowę w stronę, z której słyszałem ich głos. Zobaczyłem tą samą dziewczynę co wcześniej.



Meg? XD

Od Natalie Cd Fytch

Jak co ranka obudziłam się o 5 rano. Niechętnie wyłączyłam budzik i wygramoliłam się z łóżka. Skierowałam się do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Umyłam włosy a następnie nałożyłam na nie odzywkę, poczekałam chwilkę, po czym znowu spłukałam. Wysuszyłam je, rozczesałam i spięłam w kok. Następnie ubrałam się w strój do ćwiczeń Jasnoróżowe rajstopy, zwiewną spódniczkę i lekko niebieski top. Na to ubrałam spodnie i kurtkę. Wzięłam telefon i klucze, po czym ruszyłam do stajni, żeby zająć się Camino. Gdy tylko tam weszłam powitało mnie rżenie koni. Szłam między boksami aż zobaczyłam jednego chłopaka śpiącego  na sianie. Zaśmiałam się i poszłam do siodlarni po szczotki mojej klaczy. Wróciłam, położyłam je obok boksu i weszłam do środka, informując konia zanim otwarłam boks. Powitała mnie radosnym rżeniem. Zaczęłam ja starannie czyścić. Gdy kończyłam już czyścić jej kopyta, usłyszałam głos jakiegoś chłopaka
- Znowu zasnąłem? - słyszałam jak klepie konia. - Czemu mnie nie obudziłeś?
Schowałam kopystkę do pudełka i odezwałam się.
- Wreszcie się obudziłeś - powiedziałam z uśmiechem. - Najwyższa pora.
- Gdzie jesteś? - mruknął chłopak. - Kim jesteś?
- Twoim sumieniem - odparłam myśląc, że za chwilę wybuchnę śmiechem. - Jestem w twojej głowie.
Chwila ciszy, po czym usłyszałam, jak wychodzi z boksu i kieruje się w stronę boksu mojej klaczy. Ja tymczasem kończyłam czesać Camino ogon. Odwróciłam się, żeby schować szczotkę do pudełka. Teraz dopiero zobaczyłam dokładnie chłopaka. Opierał się o drzwi boksu.
- O nie odkryłeś, że nie jestem twym sumieniem! - powiedziałam udając rozpacz.
- Me sumienie jest tam gdzie powinno! - powiedział z lekkim uśmiechem.
- Jesteś tego pewien? - powiedziała poważnie, lecz po chwili uśmiechnęłam się do niego.
Przeprosiłam go i wyszłam z boksu. Klacz podeszła do nas i wychyliła łeb. Pogłaskałam ją.
- Potem pojedziemy na przejażdżkę - powiedziałam całując ja lekko w chrapy. - Teraz idę na trening.
- Co trenujesz? - zaciekawił się chłopak.
- Balet - odparłam głaszcząc klacz. - Moją mamą jest Odetta. Kojarzysz ją?
- Tak, wiem kto to.
- A twój rodzic? - spytałam całując klacz po chrapach.
- Królowa Kier - zastygłam w bezruchu. "Ściąć o głowę!" Matko.. wzdrygnęłam się. - Nie jestem nia, spokojnie. - powiedział jakby czytał mi w myślach.
- To dobrze.
Odetchnęłam z ulgą i uśmiechnęłam się do niego.
- Jestem Natalie, a ty jak masz na imię? - spytałam patrząc mu w oczy.
- Fytch - powiedział z grymasem na twarzy
- Ładnie - odparłam. - Ale takie... nietypowe.
- No wiem - odparł i westchnął.
- Chciałbyś iść ze mną do miasta na sale prób? Zobaczysz jak tańczę i ocenisz, co?
- Nie znam się na balecie, ale... zgoda.
- To fajnie - posłałam mu uśmiech i zaniosłam pudełko na szczotki na swoje miejsce, po czym wróciłam do chłopaka, który głaskał Camino po czole.




Fytch?

Od Jess Cd Nicholas

Chłopak nachylił się nade mną i pocałował. W pierwszej chwili stałam jak słup soli nie wiedząc jak się zachować. Złapałam Nicholasa dłońmi w miejscu gdzie szyja styka się ze szczęką, po czym zamknęłam oczy. Usta chłopaka były słodkie, a jego pocałunki czułe. Czułam się szczęśliwa. Pierwszy raz odkąd pamiętam czułam się szczęśliwa. Przyciągnęłam chłopaka bliżej do siebie i nieświadomie pogłębiłam pocałunek. Nicholas objął mnie w talii i przyciągnął do siebie. Gdy odsunęliśmy się od siebie, złączył nasze czoła i westchnął. Cały czas miałam zamknięte oczy a policzki lekko czerwone. Czułam, że moje serce zaczyna szaleńczo bić, starając się pozbyć kamiennego pancerza, który je otacza. Powłoka zaczynała się kruszyć i wpuszczać do środka pozytywne uczucia, których potrzebuję. Otwarłam oczy i spojrzałam na chłopaka, który patrzył na mnie niepewnie. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie i pogładziłam po policzku. Zaśmiał się i przytulił mnie mocniej.
- Podobało mi się - powiedziałam cichutko wpatrując się w jego piękne tęczówki
- Mnie też... - wyszeptał mi do ucha, a ja poczułam, że dostaje przyjemnych dreszczy. - Nawet nie wiesz jak bardzo...
Przytulił mnie mocno do siebie. Objęłam go naokoło szyi i mocno ścisnęłam przyciągając do siebie.
- Nicholas... - zaczęłam cicho niepewna tego jak zareaguje na moje pytanie.
- Tak mała? - powiedziała słodkim głosem.
- Mam do ciebie prośbę. - powiedziałam coraz bardziej zawstydzona
Odsunęłam się od niego delikatnie i spojrzałam w oczy. Były piękne i znów widziałam w nich dawny blask.
- Jaką? - spytał gładząc mnie po policzku.
- Czy... - zawahałam się na sekundę dwie. - Czy mógłbyś nauczyć mnie kochać?
Od razu spuściłam wzrok, bo poczułam się bardzo mocno zawstydzona. Nigdy nikogo o nic nie prosiłam, a co dopiero o coś takiego... Chciałam nauczyć się kochać. Bardzo tego chciałam. Nicholas otoczył mnie miłością, nie skreślił mnie na początku jak ja bym to zrobiła. Dał mi szansę. Szansę, którą prawie straciłam przez matkę. Podniosłam wzrok i spojrzałam na chłopaka. Patrzył mi prosto w oczy. Wyciągnął rękę i pogładził mnie po rumianym policzku.
- Ja.. - znowu się zacięłam na jakiś czas. Bardzo chciałam mieć go blisko siebie, zmienił mnie, ale... nie wiem czy to była miłość. Nie wiem jak to jest kochać, nikt nigdy mnie tego nie nauczył, a teraz miałam szansę w końcu poznać, co to za uczucie. I bardzo tego chciałam. - Jeśli nie chcesz to... - spuściłam wzrok i zamknęłam oczy.



Nicholas?


Od Nicholasa Cd Jess

Miałem załzawione oczy. Podczas gdy Jessica pokazywała mi swoje wspomnienia mgła, która zasnuła mi wcześniej umysł, rozproszyła się. Byłem teraz w pełni świadomy, co robiłem i co miałam zamiar zrobić. Chciałem ją zabić. Nie mogłem uwierzyć, co się ze mną stało. Łzy w końcu wypłynęły mi na policzki. Patrzyłem na Jess, która także roniła łzy. I jej słowa... O tym, że mam pozbawić ją życia. Moja mała biedna Jessica. Wyciągnąłem dłoń, którą delikatnie położyłem na poliku dziewczyny. Jess spojrzała na mnie tymi swoimi zaszklonymi oczami.
- Nigdy tego nie zrobię mała - szepnąłem do niej cicho. - Prędzej siebie pozbawię życia niż ciebie kochanie - przyciągnąłem ją do siebie. Wtuliłem się w nią, cały czas płacząc, a Jessica nie była mi dłużna.
- Tak bardzo cię przepraszam - wyszeptałem jej do ucha. - Wybacz mi, wybacz.
- Cicho głupku - uciszyła mnie. Pociągnęła nosem, co mnie bardziej rozczuliło. Mogłem ją stracić. Moją Jess. - To nie twoja wina.
- Moja Jessico. Moja - wtuliłem twarz w jej szyję. - Gdybym miał mocniejszą psychikę nie zostałbym omotany przez twoją matkę. I nie wyrządził ci krzywdy. O matko. Przeze mnie zabrała ci skrzydła - mocniej ją przytuliłem. - Odzyskamy je ok? Odzyskamy mała - pogłaskałem ją delikatnie po włosach.
Za nami słyszałem jak usiłują się przebić przez lodową barierę do nas. Nie było to łatwe jak widać. Ciszę przerywały niezrozumiałe dla mnie krzyki i dźwięk kruszenia lodu. Nieźle narozrabiałem nie ma co. Mam nadzieję, że mi wybaczą i zrozumieją czemu tak się stało. Z drugiej strony ciekawiło mnie to, jak matka Jessici rzuciła na mnie czar. I w dodatku nie wyczułem jej obecności. Niepokoi mnie to, że nie umiem wykryć jej aury. To tak jakby nie istniała, lub połowicznie była w jednym miejscu. Jeszcze te rany na skórze dziewczyny. Co Diabolina jej uczyniła? Nie chcę jej stracić. I na to nie pozwolę.
- Jess - delikatnie się od niej odsunąłem. - Spójrz na mnie - delikatnie chwyciłem ją za podbródek. - Jesteś dla mnie ważna - spojrzałem jej w głęboko w oczy. Ona z resztą też na mnie patrzyła. - Tylko prozę nie złość się - wyszeptałem do niej. Powoli się do niej pochyliłem i pocałowałem. Pocałowałem jej miękkie wargi, wlewając w tą czynność wszystkie moje uczucia do niej.


<<Jess?>>

Od Jess Cd Nicholas

Patrzyłam z kamiennym wyrazem twarzy na ścianę z lodu, którą stworzył Nicholas. Jego magia była piękna, nie tak ja moja...
- Nienawidzę cię słyszysz - usłyszałam głos chłopaka. Poczułam, że serce zaczyna mi pękać na kawałeczki. - To wszystko twoja wina! To przez ciebie je słyszę! Mówią do mnie. Przed chwilą nie mówiły do mnie, ale gdy ciebie tylko widzę, albo o tobie pomyślę one znów zaczynają!
Spojrzałam na chłopaka ze smutkiem. Był wściekły. Na mnie. Za coś co narobiła moja matka. Skierowałam wzrok na miecz, który trzymałam w dłoniach. Stal zabłysnęła i wydała okropny dźwięk, gdy rzuciłam ja na podłogę. Kopnęłam broń w stronę chłopaka, który tylko zmierzył po mnie wzrokiem.
- Mówiłam, że cię skrzywdzi.. - powiedziałam cicho czując, ze za chwile wybuchnę płaczem.
- Zamknij się! - wrzasnął i zbliżył się do mnie. - Nie chce cię słuchać! Nie zasługujesz na życie! Nie mów nic więcej!
- A pokazać mogę? - spytałam cicho i spojrzałam zapłakana w jego oczy. - Zrozumiesz dlaczego cię zostawiłam. A jeśli nie... będziesz mógł mnie zabić... - wskazałam na miecz leżący za nim..
Wyciągnęłam w jego stronę rękę. Powoli, żeby się nie wystraszył. Niepewnie podszedł do mnie i złapał ją. Zamknęłam oczy i powiedziałam w myślach zaklęcie na przywołanie wspomnień. Już po chwili znowu byłam mała dziewczynką...


~~~
Miałam wtedy 11 lat. Na moim plecach spoczywały jeszcze skrzydła. Patrzyłam na matkę, która zabijała człowieka. Jednego służącego. Wbiła mu zatrute ostrze ostrze prosto w serce. Przypatrywałam się temu z powagą, ale też ze strachem. Gdy mężczyzna padł na ziemię, matka podeszła do mnie.
- Teraz twoja kolej Jessica - powiedziała i popchnęła mnie do jednej kobiety stojącej w rogu pokoju, była przerażona i cała się trzęsła.
- Nie chcę zabijać - powiedziałam cicho, bojąc się reakcjo matki.
- Idź tam i wbij jej sztylet w serce - powiedziała przez zaciśnięte zęby.
- Nie chcę... Nic złego nie zrobiła...
Po chwili matka podeszła do stołu i ubrała rękawiczki, by za chwilę wziąć do ręki stalowy kawał metalu. Podeszła z nim do mnie i za pomocą czarów unieruchomiła. Zaczęłam krzyczeć, i w chwili gdy matka odcinała mi skrzydła w bardzo bolesny sposób do sali wbiegł Matthew. On urodził się bez skrzydeł, szczęściarz... Zakrył oczy i starał się nie rozpłakać. Wrzeszczałam na cały głos, czując niemiłosierny ból.
- Widzisz do czego doprowadza cię litość?! - krzyknęła Diabolina. - Musisz pozbyć się tej słabości!!
Rzuciła stal na ziemię i zdjęła ze mnie zaklęcie. Upadłam na ziemie trzęsąc się z bólu, przerażenia i czegoś na rodzaj paraliżu pourazowego. Kobieta zabrała moje skrzydła i wyszła. Zanim jednak przekroczyła próg, rzuciła na kobietę czar, a ta zaczęła się dusić.
~
Walczyłam z Mattem za miecze w sali treningowej. Miałam 15 lat, rany po odciętych skrzydłach zagoiły się, ale sama świadomość, że kiedyś były ze mną połączone, sprawiała, że byłam zła na matkę i siebie. Kopnęłam brata tak, że wylądował na ziemi.
- Wstawaj! - wrzasnęłam.
- Niewiarygodne jak matce udało się zrobić z ciebie taką wiedźmę - zaśmiała się cwaniacko. - Podziwiam ją. Przecież byłaś taką naiwną dziewczynką.
- Rusz te dupsko, bo za chwile nie będziesz go miał!
Wstał z ziemi i powróciliśmy do walki. Walczyliśmy jeszcze trochę, a potem ja poszłam do pokoju. Gdy tylko przekroczyłam próg i zamknęłam drzwi, padłam na łóżko. Wszystko mnie bolało. Dotknęłam blizny na plecach i poczułam ukłucie w sercu. Zabrała mi możliwość ucieczki...
~
Razem z Mattem staliśmy przed tronem naszej matki słuchając tego co mam nam do powiedzenia. Właśnie przed chwilą dowiedzieliśmy się, że wysyła nas do jakiejś szkoły.
- Co to ma znaczyć, że jedziemy do jakiejś akademii? - spytał wściekły Matt.
- Oj, skarbie - zaczęła matka. - To dla waszego dobra.
- Dla naszego dobra?! - oburzył się - Dla naszego dobra?! Dlaczego nas tam odsyłasz?! Robimy wszystko co tylko zechcesz! Dlaczego?!
- Masz charakterek po ojcu - zaśmiała się i podeszła do nas, po czym złapała mojego brata za brodę. - No wykapany ojciec.
Laska, którą trzymała w ręce zaczęła świecić, a po chwili na jej czubku usiadł kruk matki. Spuściłam wzrok i spojrzałam na swoje buty. Zamyśliłam się na chwilę. Co ja mam tam niby robić? Przecież, bez matki... nie mam życia. Dosłownie. Nie wiem jak jest za murami jej zamku. Od urodzenia nie wystawiłam nosa za drzwi, a teraz nagle mam jechać do jakiejś akademii? Żeby co?
- Jessica! - spojrzałam na nią lekko wystraszona. - Wołam cie dziubek!
Rozejrzałam się. Matthew stał przy oknie i patrzył na widoki na placu. Chociaż nie wiem czy widział cokolwiek, przecież niebo była całe w burzowych chmurach.
- Tak? - spytałam patrząc na nią.
- Chodź tutaj do mnie.
Zrobiłam jak kazała i podeszłam do niej blisko.
- Doszły mnie słuchy, że w tej akademii jest młodzieniec, który posiada własnego smoka. Chciałabym, żebyś się do niego zbliżyła i jakoś odebrała mu smoka.... lub ewentualnie dostała swojego.
- Mam się z nim... zakolegować? - ledwo przeszło mi to przez gardło. Ja i przyjaciele? Pf! Niedorzeczne!
- No coś ty dziubek! Nie pamiętasz co ci zawsze powtarzałam?
- Kochać to niszczyć, a być kochanym to zostać zniszczonym - powiedziałyśmy w tym samym czasie.
- No widzisz skarbie! A teraz idź po swoje walizki! Szofer już czeka.
Bez słowa pożegnania odeszła, więc ja zrobiłam to samo. Poszłam do pokoju i zabrałam czarne walizki, po czym zeszłam na dół. Wychodząc na dwór poczułam dziwny niepokój. Mimo to dołączyłam do brata. Alvaro usiadł na moim ramieniu i zasnął. Ja jednak nie potrafiłam. Cały czas myślałam o nowej szkole.
- Nie pokazuj słabości Jessica - powiedział do mnie brat.
- Nie martw się - posłałam mu chytry uśmieszek. - Nie jestem tobą.
Spojrzałam za okno i westchnęłam. Jak ja nie chce jechać do tej szkoły...
~
- Wiesz... życie po złej stronie nie jest takie znowu złe... - zaczęłam. - Można robić co się chce, dostaje się do się chcę... ale trzeba usługiwać rodzicom. Robić to co każą, bo jeśli nie... - oswobodziłam się w jego uścisku i odpięłam kurtkę. Odsłoniłam plecy, pokazując rany po odciętych skrzydłach. Usłyszałam ciche westchnienie chłopaka przepełnione bólem i przerażeniem. Nie odezwał się jednak. Ubrałam się i wzięłam do ręki różę. - Karzą nas w bardzo... bolesny sposób. To ich sposób na wyrażanie dyscypliny. I... zasada mojej mamy jest brak jakichkolwiek bliskich kontaktów z ludźmi, a każde złamanie zasady groni karą. Dlatego też... nie będę twoja przyjaciółką.
- Co? Jess  nie bój się matki. Tutaj nie może cię skrzywdzić. - powiedział tuląc mnie do siebie.
- Tu nie chodzi o mnie Nicholas... - powiedziałam cicho. - Ja już praktycznie nie czuję tego bólu, ale... ona może skrzywdzić jeszcze ciebie... - spojrzałam mu w oczy. - Zrobi ci krzywdę, bo chciałeś mi pomóc.
Wstałam i podeszłam do pobliskiego drzewa. Urwałam gałązkę, która za pomocą czarów od razu odrosła. Podeszłam do chłopaka z patykiem. Wyczarowałam magiczną donicę i ziemię w niej, po czym włożyłam tam patyk. Po chwili zaczął się giąć na różne strony pokrywając się cierniami. Na samej górze wyrósł kwiat podobny do róży. Jego płatki były delikatne, ale od spodu pokryte trującymi kolcami. Nicholas patrzył na to zafascynowany. Gdy wzrost się skończył, podałam mu fioletową doniczkę.
- To jest Kwiat Niespełnionych Nadziei. Nie będzie cię ranił - powiedziałam. - Ale jeśli ktoś inny zechce go dotknąć, porani go i uśpi na kila dni.  - poczułam ból w sercu, że za chwile będę musiał zostawiać go samego. Płatki zmieniły kolor na brązowy. - Zmieniają swój kolor w zależności od mojego nastroju - powiedziałam cicho. - Ciemne kolory wyrażają złe emocje, a jasne dobre. Nie musisz go podlewać, nie uschnie. Kwiat umrze dopiero wtedy, gdy umrę ja.
- Dlaczego tak mówisz? - spytał gładząc mnie po policzku.
- Bo to taki... prezent pożegnalny - powiedziałam. - Nie chce cię narażać. Lepiej byłoby, gdybym się wtedy nie odezwała... - wstałam i nachyliłam się nad chłopakiem dając mu całusa w policzek. - Byłbyś bezpieczny...
~
Po skończonych lekcjach udałam się w stronę pokoju. Mojej współlokatorki jeszcze nie było. Dziwne, bo ani razu jej jeszcze nie widziałam. Wzięłam różę od Nicholasa leżąca obok łóżka i westchnęłam. Otarłam łzę, która spływała mi po policzku. Pociągnęłam nosem i poszłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Musiałam zmyć z siebie wszystkie złe emocje. Chociaż... nie pozbędę się z głowy obrazu chłopaka. Nawet gdybym chciała. Zrobił mała dziurę w kamiennej otoczce mojego serca i na jej miejsce dał trochę ciepła i miłości, której widać potrzebowałam... Westchnęłam i wyszłam spod prysznica. Wysuszyłam włosy i związałam je w kok. Ubrałam się i wyszłam do pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi i odwróciłam się. Omal nie upadłam gdy zobaczyłam... moją matkę stojącą w środku pokoju.
- Mamo...? - spytałam cicho. Odwróciła się do mnie.
- Dziubek! - rozłożyła ręce podchodząc do mnie i złożyła 3 pocałunki w powietrzu. - Stęskniłam się skarbie!
- Co ty tu robisz...? Nie możesz tu być...
- Aj maleńka... nikt nie wie, że tutaj jestem! - objęła mnie ramieniem i przeszła kilka kroków do mojego łóżka. - A to co?
Oooo..... nie! Róża od Nicholasa!
- Dziubek co to jest? - spytała poważnie mama biorąc kwiat do ręki.
- Mamo to.. - chciałam się wytłumaczyć, zmyślić coś na poczekaniu, ale Diabolina zaczęła się śmiać.
- Dobra robota dziubek! - powiedziała radosna.
- Co...?
- Nicholas... syn Jacka Frosta... złamałaś mu serce - powiedziała zadowolona i podeszła do mnie. - Dobra robota! Tylko... miałaś wziąć na celownik panicza Williama, nie pamiętasz?
- Tak, ale...
- Syn Alicji... słynnej Alicji z Krainy Czarów... ależ ta dziewczyna była...wkurzająca - powiedziała z pogardą - taka radosna, uśmiechnięta.... brrr.... odrażające! Ale ty! - złapała mnie za ramiona. - Ty świetnie odegrałaś rolę zakochanej dziewczynki! Jak mu wtedy wpadłaś w ramiona i zaczęłaś się żalić! A potem tak perfidnie zostawiłaś! Moja krew!
- Skąd o tym wiesz...? - spytałam lekko wystraszona.
- Ja wiem wszystko Jess - powiedziała z chytrym uśmieszkiem. - Mój czar jednak jest bardzo potężny!
- Jaki czar? - byłam coraz bardziej wystraszona. Nie widziałam chłopaka już tydzień.
- No... w sumie to dwa zaklęcia! Jedno rzuciłam na twój pokój! Odpycha chłopaka, żeby ci w głowie nie namieszała, a drugie... hgm... no cóż... - zaśmiała się specyficznie. Zawsze się tak śmiała, gdy była z siebie dumna. - Załamał się chłopaka. Cały czas go podglądam w pokoju! Dwa pierwsze dni siedział tylko w pokoju i patrzył na ten piekielny kwiat, który mu dałaś. Potem przestał jeść i spać, ale starał się chodzić do szkoły. I tutaj wkroczyłam ja! Jego moc zaczęła go przerastać,była bardzo potężna! Nie panował nad nią! Był na ciebie zły, że go opuściłaś! Kolor jego magii był szarawy, nie niebieski. Włosy tez miał w kolorze kurzu, a oczy takie bez wyrazu! A potem... stał się słaby. Wyczerpał energię i wtedy zaczęłam wysysać z niego magię - byłam przerażona tym z jaką radością o tym opowiadała. - Pewnie teraz leży w pokoju i beczy!
- Coś ty zrobiła...? - wyszeptałam przez łzy.
- Dziubek co ty...? - przyjrzała mi się. - Ty beczysz?! Jessica! No coś ty! Nie mów mi tylko, że się zakochałaś w tym dzieciaku!
- Przestań! - wrzasnęłam. Zaczęłam się cofać, gdy zobaczyłam zdenerwowaną matkę.
- To nie są żarty dziubek! Miłość jest dla słabych! Kiedy w końcu to pojmiesz?! - wrzasnęła i uderzyła mnie w twarz. Jęknęłam z bólu a z oczy zaczęły lecieć mi łzy. - Rozkocha cię w sobie a potem zostawi! Chcesz tego?!
- To moje życie... Moje decyzje... I moja miłość... - powiedziałam cicho, za co dostałam jej berłem w brzuch. Upadłam na ziemię zwijając się z bólu.
- W twoim życiu nie ma miejsca na miłość! - wrzasnęła.
Zaczęła okładać mnie pięściami, walić berłem, dusić, rzucać różne zaklęcia. W końcu wstała i spojrzała na mnie z pogardą.
- Myślałam, ze nauczyłam cię pokory, ale widać się myliłam... - podeszła do szafy, zabrała moje skrzydła i zniknęła
~~~


Puściłam rękę chłopaka. Patrzyłam na podłogę przez dłuższą chwilę nie mogąc wydusić z siebie ani słowa. W końcu jednak odezwałam się cicho.
- Jeśli dalej nie rozumiesz... - powiedziałam przez łzy. - Tam leży miecz... zabij mnie i zakończ swoje cierpienie... A mnie uwolnij od matki... wszystkim sprawisz przysługę...



Nicholas?
Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics. Credits: x | x | x | x