Od Meg - Zadanie 1

Najbardziej wyczekiwanym dniem każdego ucznia jest oczywiście piątek, a tym bardziej ostatnia lekcja. Większość osób nie była zachwycona tym, że mamy zajęcia ze sztuk walk. Natomiast ja byłam wniebowzięta, kochałam to tak samo jak konie, gry, komiksy czy nawet motocykle. Szybko przebrałam się w czarny top, szare spodnie dresowe i adidasy za kostkę. Włosy spięłam w staranny warkocz. Ciuchy zostawiłam w torbie w szatni i weszłam na salę. Poczułam na sobie spojrzenia innych. Usłyszałam od grupy dziewczyn jak mówiły o tym, że przyszłam podrywać tylko chłopaków w takim stroju, nic nie potrafię i strojem odwracam uwagę od swojej nieudolności. Uśmiechnęłam się tylko pod nosem kiedy to usłyszałam. Były to typowe laleczki barbie. Olałam ich słowa. Nie widziałam potrzeby aby mówić wszystkim o swoich osiągnięciach w tym sporcie, bo po co?
Kiedy już wszyscy się zebraliśmy na sali przyszedł pan Chan. Kazał zrobić nam kilka kółek wokół, wszyscy bez gadania wykonaliśmy polecenie. Widziałam, że jednak wszyscy podzieleni są na mniejsze lub większe grupki. Osobiście nie należałam do żadnej z nich ponieważ nikogo nie znałam.
Zatrzymaliśmy się w rozsypce i zrobiliśmy rozgrzewkę po czym mieliśmy w parach zrobić kilka podstawowych chwytów. Byłam w parze z jakimś chłopakiem, siłę miał ale techniki już niestety nie. Po paru minutach mężczyzna poinformował nas, że dzisiaj Muay Thai. Byłam zadowolona bo akurat to uwielbiałam najbardziej. Otoczyliśmy sporym kołem nauczyciela.
- Jakiś chętny? - Rzucił i spojrzał po nas. Wszyscy udawali, że ich tam nie ma. Podniosłam rękę i zgłosiłam się na ochotniczkę. Grupka "pustaków" od razu się odezwała.
- Zapraszam. Jak masz na imię?
- Meg. - Odpowiedziałam i udawałam głupią i głuchą.
Chan poinstruował mnie o tym co i jak mam robić. Zrobiłam to po czym on pokazał na mnie chwyt i kazał mi to powtórzyć. Nie miałam bez najmniejszego problemu w tym wszystkim.
- Ćwiczyłaś kiedyś?
- Oczywiście. Mam mistrzostwo w Muay Thai. - Odpowiedziałam kątem oka spoglądając na miny laleczek z grupy.
- No, no. - Pokiwał głową. - Dobra teraz wszyscy dobierają się w pary i powtarzamy. A Ty... - Spojrzał na mnie. - Jak chcesz to możesz iść. Więcej Cię nie nauczę.
Podziękowałam za zajęcia i udałam się do pokoju. Rzuciłam torbę z ciuchami gdzieś w kąt i poszłam pod prysznic. Wróciłam do sypialni owinięta ręcznikiem wiedziałam, że teraz nikogo nie spotkam na korytarzu.
W pokoju stanęłam przed szafą i wyciągnęłam czarne spodnie do jazdy konnej i szarą grubszą bluzę. Szybko osuszyłam ciało ręcznikiem, założyłam bieliznę i ubrania. Wysuszyłam włosy i je spięłam. Cały czas czułam uważnie na sobie spojrzenie Loki'ego. Przed wyjściem założyłam na siebie i zawołałam psa. Spojrzałam szybko na zegarek, wszyscy byli jeszcze na zajęciach więc nie musiałam zakładać mu kagańca.
Na podwórku mogłoby się wydawać, że jest naprawdę zimno ale ja tego nie odczuwałam jakoś specjalnie. W końcu moja matka panuje nad tą porą roku i we wszystkich moich wspomnieniach była zima. Westchnęłam głęboko i ruszyłam w stronę stajni. Przeszłam się wśród boksów aż zatrzymałam się przy Misami. Ogier wystawił łeb trącając przy tym moją dłoń. Pogłaskałam sporych rozmiarów wierzchowca, wyraźnie mu się to podobało. Postanowiłam dzisiaj wybrać się na przejażdżkę właśnie na nim. Udałam się do siodlarni z której zabrałam z niej wszystko co było mi potrzebne po czym wróciłam do konia. Zostawiłam wszystkie akcesoria w pobliżu, wyprowadziłam Misama z boksu i przywiązałam go. Wzięłam szczotki i skrupulatnie wyczyściłam sierść wierzchowca z wszelkich zabrudzeń. Osiodłałam ogiera i wyprowadziłam na zewnątrz. Bez problemu wskoczyłam w siodło i zawołałam psa. Spięłam boki konia i ruszyłam powoli przed siebie. Kiedy wyjechaliśmy poza teren akademii przeszliśmy w galop. Tak dotarliśmy do lasu. Zwolniłam Misama do kłusa, chwilę później dotarł do nas pies. Obu zwierzakom nie przeszkadzała swoja obecność. Jednak Loki szybko zniknął mi z pola widzenia. Specjalnie nie przejęłam się tym bo zawsze się znajdował.
Zajęłam się oglądaniem krajobrazu ale trwało to krócej niż mogłam się tego spodziewać. Ponieważ gdzieś z głębi lasu dobiegło do nas szczekanie. "Znowu coś pewnie wywęszył" pomyślałam i jechałam dalej. Jak się okazało dość szybko, pies gonił lisa. Zwierzak był spanikowany, wybiegł prosto przed wierzchowca. Koń nie spodziewał się tego i przestraszył się. Wszystko trwało dosłownie chwilę. Misam stanął dęba, a ja wylądowałam na śniegu. Podnosząc się widziałam tylko jak się oddala. Zaklęłam pod nosem otrzepując płatki śniegu z ubrania. Rozejrzałam się dookoła, w lesie byłam tylko ja i Loki. Lis zniknął gdzieś w krzakach. Westchnęłam żałośnie i ruszyłam śladem konia.
Nim odnalazłam wierzchowca minęła ponad godzina. Przez ten czas zdążył się uspokoi, stał spokojnie między drzewami i ocierał się o jedno z nich. Podeszłam bliżej i sprawdziłam czy nic mu nie jest. Ku mojemu zadowoleniu był cały i zdrowy. Wdrapałam się na grzbiet siadając wygodnie w siodle. Dzisiaj już nie miałam ochoty na dalsze przejażdżki więc postanowiłam wrócić.
W stajni rozsiodłałam konia i odprowadziłam go do boksu. Nakarmiłam go, odniosłam wszystkie rzeczy i poszłam do pokoju. Na szczęście wszystko zakończyło się pomyślnie. No może z wyjątkiem kilku moich siniaków.

Zadanie zaliczone. Nagroda - 10 pkt i 10$

Od Meg

Mróz, lód, śnieg i jeszcze więcej śniegu. Dla mnie to wszystko było codziennością, nie znałam innego życia niż te. Muszę przyznać, że kochałam ten biały puch. Nie przeszkadzał mi on w niczym. Chciałam iść pojeździć crossem? Bez problemu. A może pójść pojeździć konno? Pfff... Jeszcze lepiej!
Jednak cały czas miałam wrażenie jakby mi czegoś brakowało. Lubiłam wyobrażać sobie jakieś inne miejsca na świecie. Przenosiłam się w swojej wyobraźni do jakiś ciepłych krain. Tak było i tym razem. Szybko moje myśli powróciły do teraźniejszości. Odwróciłam głowę w stronę ogromnych drzwi. Stał w nich mój ojciec, uśmiechnęłam się do niego promiennie.
- Chodź. - Odpowiedział tym samym.
- Gdzie?
- Zobaczysz! - Krzyknął znikając w korytarzu.
Podniosłam się ociężale z uśmiechem i ruszyłam za mężczyzną. Miałam na sobie jasnoszare spodnie dresowe, jakąś bluzę oraz trampki. Doskonale wiedziałam, że nie przystoi mi się tak ubierać. Każde prośby i błagania ze strony rodziców puszczałam w niepamięć. Chwilę później już szłam holem w stronę sali tronowej. Przy moim boku szedł mój wierny towarzysz, Loki. Pies tolerował tylko kilka osób w swoim otoczeniu, reszty unikał i nikt na szczęście na siłę nie próbował do niego się zbliżać. Oczywiście z wyjątkiem weterynarza.
Stanęłam przed ogromnymi drzwiami. Po obu stronach stali strażnicy którzy po chwili je przede mną otworzyli. Pomieszczenie było bogato ozdobione lecz wszystko pokrywał lód. Patrząc na to wszystko wydawać mogłoby się, że panują tutaj temperatury poniżej zera. Jednak cały czas wszędzie było ciepło. Chyba, że w tym pomieszczeniu była moja matka, wtedy było już naprawdę chłodno. Tak było i tym razem, matka z ojcem siedzieli przy ogromnym stole. Mój brat siedział przy nich i się bawił jednak nie długo. Kiedy chłopiec zobaczył psa od razu pisnął ze szczęścia. Oboje zaczęli się ganiać po sali.
Mama uważnie zlustrowała mnie wzrokiem nic nie mówiąc. Przysiadłam się do nich patrząc na papiery leżące przed nami.
- Co to? - Zapytałam z ciekawością.
- Właśnie o tym chcieliśmy z Tobą porozmawiać. - Zaczęła kobieta.
- To jest Akademia Fairy Tales. - Ojciec podsunął mi pod nos dokumenty.
- I? - Wzięłam do rąk papiery.
- Jutro tam wyjeżdżasz. Wszystko jest załatwione, musisz tam tylko dotrzeć. - Odpowiedzieli mi krótko.
- Po co?
- Twoja matka zdecydowała, że czas abyś się usamodzielniła i nauczyła się czegoś więcej niż tutaj.
Z jednej trony byłam zadowolona, a z drogiej zagubiona. Zawsze chciałam wyjechać ale nie znałam innego życia poza śnieżną krainą. Czy jestem gotowa aby zostawić to wszystko i zacząć od nowa gdzieś daleko? Musiałam to wszystko szybko jakoś ogarnąć. Wiedziałam, że zawsze będę mogła wrócić do domu.
Zamieniłam z rodzicami kilka zdań po czym dali mi oni wszystkie dokumenty o tej szkole. Zebrałam wszystko, zawołałam psa i wróciłam do siebie. Ułożyłam się wygodnie na łóżku, pies chwilę popatrzył na mnie po czym dołączył do mnie. Loki nie należał do najmniejszych zwierząt zarówno masą jak i wielkością. Pupil położył mi się na nogach i głęboko odetchnął, a ja jęknęłam i poprawiłam się wygodniej po czym zaczęłam czytać. Po jakiejś godzinie oczy same mi się zamknęły, a myśli odpłynęły gdzieś daleko.

*** Następnego dnia ***
Dzień zaczął się jak każdy inny. Wstałam bardzo wcześnie rano i ubrałam się w ciuchy do biegania. Wzięłam psa ze sobą i ruszyłam przed siebie. Postanowiłam pobiec trasą tą co zawsze, chciałam ostatni raz przed wyjazdem zobaczyć te wszystkie tereny. Po czym wróciłam do zamku, tam wzięłam prysznic i przebrałam się w pierwsze lepsze ciuchy. Od razu ruszyłam w stronę sokolarni. Tam porozmawiałam z opiekunami ptaków aby przygotowali Iluzję do podróży, chłopaki się zgodzili bez problemu. Znałam osobiście każdego z nich, między nami nie było granic społecznych. Tak się umówiliśmy i tak zostało. Pogadałam z nimi jeszcze chwilę po czym poszłam na wybiegi dla koni. Oczywiście we wszystkim musiał towarzyszyć mi Loki. Na miejscu stanęłam przy ogrodzeniu na które się wspięłam i usiadłam.
- Sensimilla! - Krzyknęłam i rozejrzałam się wśród koni. Zobaczyłam jak jeden z koni podnosi łeb do góry i lustruje czujnie okolice. - Sensi! Chodź! - Krzyknęłam jeszcze raz z uśmiechem.
Klacz od razu rzuciła się galopem w moim kierunku. Kilka metrów przede mną zaczęła hamować aż w końcu położyła swój łeb na moich udach. Zaczęłam ją głaskać, a ta zaczęła coraz bardziej na mnie napierać. Przez chwilę myślałam, że spadnę z ogrodzenia ale jakoś udało mi się utrzymać. Po kilku minutach pieszczot pożegnałam się z moim wierzchowcem i udałam się do stajni. Tam także szybko załatwiłam wszystkie sprawy i wróciłam do siebie. Pakowałam się przez resztę dnia praktycznie nie wychodząc z pokoju. Późnym wieczorem wyruszyłam już w drogę w akademii miałam być dopiero następnego dnia popołudniem.

***
Podróż całą odbyłam z ojcem. Tam on załatwił wszystkie potrzebne dokumenty. Został pokazany mi pokój, dostałam do niego klucze. Po czym zaprowadziłam klacz do stajni, a orła do sokolarni. Rozpakowałam się i pożegnałam z moim ojcem. Aż w końcu zostałam sama z psem. Położyłam się na łóżku i zaczęłam wpatrywać w sufit.
Długo jednak się nie nacieszyłam spokojem, Loki zaczął piszczeć dając do zrozumienia, że chce wyjść. Przed opuszczeniem sypialni postanowiłam się przebrać, było tu strasznie ciepło. Wyciągnęłam z szafy szorty i jakąś luźniejszą koszulkę w które szybko wskoczyłam. Zwierzakowi założyłam kaganiec i kolczatkę tak dla pewności aby nikogo nie zaatakował. Złapałam jeszcze tylko papierosy, zapalniczkę i już nie przedłużając wyszliśmy na zewnątrz. Postanowiłam sprawdzić jak tam czuje się mój ptak. Po drodze odpaliłam papierosa i nim byłam na miejscu skończyłam.
Wzięłam z pomieszczenia gospodarczego skórzane rękawice, a z lodówki kilka kawałków mięsa. Weszłam do klatki, wyciągnęłam rękę z rękawicą w kierunku ptaka. Ta od razu podleciała i usiadła na lewej ręce. Czułam jak wbiła swoje szpony w rękawice. Uśmiechnęłam się, pogłaskałam ją i założyłam kaptur na głowę. Dla pewności przypięłam orlicę aby nie odleciała. Obie opuściłyśmy sokolarnię i ruszyliśmy we trójkę na łąki. Na miejscu zdjęłam ptaku kaptur i odwiązałam ją po czym pozwoliłam jej wzbić się w powietrze. Co jakiś czas rzucałam Iluzji jedzenie, ta łapała to w locie i siadała na pobliskim drzewie. Wtedy w spokoju mogła zjeść swój posiłek. Patrzyłam z zaciekawieniem jak rozrywa mięso. Nagle ptak zamarł i zaczęła wpatrywać się w jeden punkt. Odwróciłam się powoli i spojrzałam w tym samym kierunku co Iluzja. Jak się okazało nie tylko ja wpadłam na pomysł spaceru po łące. Do nas zaczęła zbliżać się nieznajoma mi osoba.
Ktoś?

"Śmierć jednej osoby to tragedia. Milion osób to już statystyka."

by Pinterest
Imię i Nazwisko: Meg Morningstar
Pseudonimy: Biała, Mała lub po prostu Meg
Płeć: Kobieta
Wiek: 19 lat
Data urodzenia: 29 luty
Rodzina: 
Elsa - Matka dziewczyny. Chyba nie trzeba jej specjalnie wszystkim przedstawiać? Jednak gdyby ktoś nie wiedział. Kobieta jest królową, kontroluje śnieg oraz lód. Elsa niestety nie do końca panuje nad swoimi umiejętnościami, co skutkuje tym, że cały czas trzyma się na uboczu. Nie ingeruje w wychowanie dzieci, ponieważ się boi aby ich nie skrzywdzić.
Samuel - Ojciec Meg. Pochodzi z arystokracji. W gruncie rzeczy to on wychowuje dzieci. Otwarty i bardzo przyjacielski. Nigdy nie pokazuje jaki jest jego statut społeczny.
Aaron - Młodszy brat dziewczyny. Ma zaledwie siedem lat. Energiczny, otwarty, bardzo szczery i niezwykle towarzyski.
Pokój: Nr 4
Poziom: Średnio Zaawansowany
Aparycja: Dziewczyna jest niską osóbką, ma ona sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu. Jej włosy są koloru jasnego blondu, a oczy natomiast są zielone i duże. Spoglądając w nie raz, nigdy ich nie zapomnisz. Cery nie odziedziczyła jednak po matce i nie jest całkowicie blada. Najczęstszą fryzurą jaką można u niej zobaczyć jest luźny warkocz. Zwykle nosi ubrania, które nie krępują jej ruchów. Sukienki zakłada kiedy tylko musi, czyli bardzo rzadko. Makijaż też występuje u niej na jakiś większych imprezach, balach itp. Ciało jej jest bardzo wysportowane. Codzienne ćwiczenia i treningi nie pozbawiły jej jednak kobiecych kształtów. Zdaniem Meg jej atutem są długie i zgrabne nogi. Ma także kilka tatuaży. Pierwszy, który zrobiła znajduje się na prawym udzie ~klik~. Drugi zaczyna się na lewym biodrze i kończy w połowie łydki ~klik~. Trzeci jest na prawym przedramieniu ~kilk~.
Charakter: Jaka jest nasza Meg? Hmm... Może na początek zacznijmy od jakiś pozytywnych cech. Dziewczyna bardzo lubi mieć kontakt z innymi ludźmi. Nie przeszkadza jej bycie w centrum uwagi czy też trzymanie się z boku. Jest pomocną, miłą i otwartą osobą. Jednak każdy ma swoje granice, ale o tym później. Każdego traktuje na równi. Brzydzi się osobami, które się wywyższąją albo robią z siebie ofiary losu. Sama tego nie robi, a więc nie chce aby inni robili tak przy niej. Dlatego nienawidzi przebywać w pałacu jej matki. Jeśli ma gorszy dzień to ukrywa to przed innymi, zachowuje się wtedy "normalnie". Nad zaufaniem Mega trzeba się trochę napracować. Jeśli raz się je straci to nigdy się już go nie odzyska. Dziewczyna jest szczera do bólu, nie zastanawia się nad tym czy może kogoś przez to zranić. Piekielnie inteligentna, sprytna i cwana. Dla niej nie ma sytuacji bez wyjścia. Zdarza się jej wykorzystywać słabszych psychicznie i podatnych na sugestie. Chodź jeśli chodzi o ciężką pracę to nigdy od niej nie ucieka. Mimo swojego podejścia do życia potrafi być bardzo poważna. Często staje w obronie innych (oczywiście tych co lubi). Nad życie kocha jazdę konną, motocross, sztuki walki i gry.
Teraz może ta gorsza strone dziewczyny... Meg nienawidzi jak ktoś jej rozkazuje i narzuca swoje zasady. Staje się wtedy chamska i wredna, jak ktoś już przegina może być nawet agresywna. Zawsze robi to co chce i jak chce. Przed postawionym jej wyzwaniem nie cofnie się nigdy, lubi wygrywać i nie ukrywa tego. Zawsze daje z siebie 100%. Bardzo lubi beztroskie życie i imprezy, z których często wraca pijana. Często mówi na głos to co myśli. Skutkuje to często kłopotami. Jeśli kogoś nie lubi to nawet nie będzie się starała aby było inaczej. Meg jest pyskata i czasami posypią się z jej ust wulgaryzmy. Sprowokowane do walki nie waha się ani chwili. Bardzo pewna siebie, czasami aż za bardzo. Zaciekle broni swojego zdania. Jeśli ktoś jest chamski dla nieh ona jest jeszcze gorsza.
Zainteresowania: Jazda konna co jest oczywiste. Poza tym dziewczyna jest zakochana po uszy w sztukach walki, motocyklach i grach. Często można ją spotkać na torach do motocrossu, przy komputerze czy też na treningach. Do tego bardzo lubi czytać oglądać filmy i słuchać muzyki. Wieczorami biega. Jak ma chwilę to lubi wspiąć się gdzieś wysoko, wygodnie usiąść czy położyć i po prostu oglądać niebo. Meg interesuje się także łowiectwem.
Partner: Brak
Orientacja: Heteroseksualana.
Ulubiony koń: Misami
Ulubiony smok: Saoirse
Koń: Sensimilla
Smok: Brak
Towarzysze: Iluzja i Loki
Inne:
- Pali i pije (na równi z niejednym mężczyzną)
- Uwielbia graffiti (sama też robi całkiem niezłe)
- Potrafi całkiem nieźle tańczyć.
- Nienawidzi dziewczyn typu "księżniczki", "barbie" itp.
- Ma pozwolenie na polowanie. Posiada broń.
- Świetnie strzela z broni palnej. Z łuku idzie jej trochę gorzej.
- Ma prawdo jazdy na samochód i motocykl. Jest dumną posiadaczką: Nissan Navara, Suzuki Hayabus 1300 i Honda.
- Bez problemu naprawi większość maszyn.
- Ćwiczy kickboxing, MMA i Muay Thai (jest niesamowita, pokona ją tylko mistrz. W tej ostatniej dyscyplinie jest mistrzynią kraju).
- Bez problemu mogłaby wykładać chemię, fizykę i matematykę. Wie jak stworzyć metamfetaminę (ale ciiii...)
- Uwielbia czytać i śpiewać.
- Kocha grać w przeróżne gry (na konsoli, laptopie, karciane czy nawet zespołowe).
- Często słucha muzyki.
- Cholernie ambitna.
- Meg odziedziczyła wszystkie moce po swojej matce. Dokładnie chodzi tutaj o całkowitą kontrolę nad lodem i śniegiem. Jednak dziewczyna potrafi je kontrolować, tak samo jak emocje. Nie wpływają one w żaden sposób na kontrolę żywiołów.
Kontakt: Mazikeenn

Odchodzi

Mirella opuszcza nasze grono.
Powód: Brak weny na nią i stworzenie nowej postaci.

W związku z tym Merida Waleczna ponownie może zostać użyta - będzie usunięta z listy wykorzystanych już rodziców.
~William

Koniec miesiąca

Mamy już pierwszy stycznia. Czyli miesiąc grudzień właśnie się zakończył. Czas na rozdanie punktów i dolarów. Więc nie przedłużając:
•William Spitfire - 50$
•Vanessa Sabbiesourece - 50$
•Mirella Lowri - 50$
•Fytch Coyne-Fortress - 50$
•Jean-Pierre Brooke - 50$ + 20$ (za dwa opowiadanie powyżej 800 słów)
•Kitai Kéda - 50$ + 10$ (za opowiadanie, które ma powyżej 800 słów)
•Luiza de Mon - 50$
•Jessica Daddario - 50$
•Matthew Daddario - 50$
~William

Od Luizy do Fytch'a

Przewróciłam oczami, lekko się śmiejąc. Delikatnie odepchnęłam się prawą stopą od lodu i podjechałam do leżącego chłopaka. Pochyliłam się nad nim i wyciągnęłam dłoń w jego stronę. Fytch chwilę na mnie spojrzał, potem na moją wyciągnięta dłoń, po czym ją chwycił. Jednak, zamiast podnieść się ze śliskiego podłoża, sam pociągnął mnie w dół, przez co wylądowałam na jego ciele. Chłopak zaśmiał się ze swojego udanego planu, jednak ja dalej leżałam twarzą w twarz z zimnym lodem. Obróciłam się plecami w stronę zamrożonej wody, od razu zderzając się z pyszczkiem Kirita, który chyba postanowił sprawdzić, co ze mną. Delikatnie przejechałam dłonią po główce szczeniaka. Kątek oka zauważyłam, jak chłopak również próbował pogłaskać szczeniaka, wystawiając w jego stronę dłoń, ten jednak uciekł z mojej twarzy w samą porę, unikając jego dotyku. Nagle nade mną skoczył drugi pies, zapewne należący do czarnowłosego. Przymknęłam oczy, biorąc głęboki oddech. Przestraszył mnie jego pupil, tak znienacka skacząc. Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam wyciągniętą dłoń. Teraz to Fytch stał nade mną, wyciągając do mnie rękę. Śmiało za nią złapałam i po chwili już stałam na własnych nogach. Otrzepałam z siebie śnieg, o mało co nie znowu lądując na zimnym lodzie. Spojrzałam w stronę chłopaka, który patrzył na naszych czworonożnych towarzyszy. W sumie, gdy tak pomyśle, to naprawdę ma dziwne imię. Jakby takie połączenie ryby z frytką.
-Fajnie, że tak postrzegasz moje imię- usłyszałam śmiech czarnowłosego. Zdziwiona popatrzyłam w jego stronę, jednak potrząsnęłam głową. To nieważne. Powoli stąpałam po lodzie, by w końcu znowu wdepnąć w śnieg, który zatrzeszczał spod moich butów. Nie sądziłam, że znajdziemy w środku lasu zamarznięte na dobre jezioro. Chociaż...las...dobra, jednak można by sądzić, że się coś takiego znajdzie. Spojrzałam w stronę bawiącego się szczeniaka razem z tym drugim psem. Zobaczyłam, że dalmatyńczyk obwąchuje śnieg, który przybrał żółty kolor. Kirito był niebezpiecznie blisko kolorowej i zimnej powierzchni.
-Kirito, nie dotykaj tego- powiedziałam do szczeniaka, podchodząc do niego i odciągając od podejrzanego śniegu. Cicho westchnęłam, po czym odwróciłam się w stronę chłopaka. Uważnie mu się przyjrzałam. Pasowałoby do niego przezwisko "Pinto"...ewentualnie "Pingu"... -Wolisz Pinto czy Pingu?- zadałam pytanie czarnowłosemu, lekko się do niego uśmiechając. On tylko zdziwiony na mnie spojrzał.

<Fytch? ^^>

Szczęśliwego Nowego Roku!

No i skończył się już rok 2016, a zaczął 2017.
Z tej okazji chcę Wam życzyć SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!! Aby wszystkie Wasze postanowienia noworoczne zostały spełnione. Aby ten rok był jeszcze lepszy niż poprzedni. Życzę Wam również dużo weny i nowych pomysłów. No i oczywiście zdrowia, szczęścia oraz spełnienia marzeń.
Jeszcze raz życzę wam szczęśliwego nowego roku!
P.S. Z boku pojawiła się ankieta na temat czy chcecie jakiś konkurs/event z okazji nowego roku. Aby się odbył muszą się tam pojawić minimum trzy głosy na tak. Ankieta trwa do 04.01.
~William (administracja)

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics. Credits: x | x | x | x